tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Kronika wydarzeń przyrod.
Z życia zwierząt - wiosna 2009
Co za dużo, to niezdrowo
Pokrywa śnieżna zwykle sprzyja prowadzeniu obserwacji faunistycznych. Z tropów i śladów można wyczytać wiele ciekawych historii z życia zwierząt. Gdy jednak śniegu jest zbyt dużo, zwierzęta stają się mało ruchliwe i nawet – jeśli ktoś zdecyduje się przy czwartym stopniu zagrożenia lawinowego brnąć po śniegu – to i tak niewiele ma do odczytania.
strona: 1/2    1 2 

Nawet jednak przy idealnych warunkach śnieżnych nie wszystko da się wytropić. Zwłaszcza ptaki, które dzięki ślepym zrządzeniom ewolucji wolą latać niż chodzić, śladów zostawiają bardzo mało lub wcale. Obserwacje ptaków to przede wszystkim cierpliwe lornetowanie z ukrycia, nasłuchiwanie ptasich głosów lub łut szczęścia. Właśnie ten łut szczęścia sprawił, że udało się zauważyć łyskę ukrytą pod wielkim głazem w Nadspadach nad Morskim Okiem (4 stycznia, inf. Paweł Orawiec). Łyski to pospolite na niżu ptaki wodne, gniazdujące na Niżnim Podhalu i Orawie i tylko przypadkowo zalatujące w Tatry. Dawniej podobno zdarzało się, że migrujące łyski zamarzały w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Taki smutny los mógł spotkać i tego ptaka, miejmy jednak nadzieję, że szczęśliwie doleciał on do cieplejszych krajów.

Innym zabłąkanym ptasim wędrowcem, przypadkiem zaobserwowanym tej zimy, była samotna jemiołuszka, która 26 stycznia pojawiła się na Hali Gąsienicowej. Jemiołuszki, mieszkanki niezbyt dalekiej północy, przylatują do nas w mroźne zimy, zwykle w dużych stadach. Najczęściej jednak spotyka się je w Zakopanem, gdzie duża ilość jagodonośnych drzew i krzewów rosnących w przydomowych ogródkach i na skwerkach zapewnia im pokarm. W góry docierają znacznie rzadziej.

Dużo szczęścia trzeba mieć, aby zaobserwować także niektóre spośród osiadłych ptaków zamieszkujących Tatry. Bardzo rzadkie są na przykład spotkania z puchaczem. Przedstawiciel tego gatunku widziany był 8 marca w lesie pod Koszystą (inf. Bożena Wajda). Taka przypadkowa obserwacja ptaka wypłoszonego gdzieś spomiędzy drzew, nie jest niestety wystarczającym dowodem na to, że w pobliżu znajduje się zajęte terytorium lęgowe. Najlepszym sposobem na lokalizację takiego rewiru, niezbędną do określenia stanu populacji tych ptaków w parku narodowym, jest nasłuchiwanie odgłosów. Puchacze wydają bardzo charakterystyczne dźwięki. Terytorialne pohukiwania samców słychać nawet z odległości kilku kilometrów. Niestety w Tatrach od dawna są to dźwięki unikalne. Dlatego z wielką radością odnotowujemy fakt, że takie właśnie głosy można było w tym roku słyszeć w Kuźnicach, przed nowym budynkiem dyrekcji TPN. Puchacza pohukującego gdzieś od strony Nosala pierwszy usłyszał tu 26 marca Marcin Trybała z... Babiogórskiego Parku Narodowego. Przez kolejne dni, o ile nie było zbyt wietrznie, wystarczyło wieczorową porą przejść się Aleją Przewodników Tatrzańskich pomiędzy Murowanicą a Kuźnicami, aby do woli nacieszyć ucho tym niecodziennym odgłosem. W czasie, gdy puchacz na Nosalu dawał swój mroczny koncert przeprowadzano nocne nasłuchy także i w innych potencjalnych ostojach tego gatunku. Niestety z wynikiem negatywnym.

Puchacze, niegdyś prześladowane przez ludzi i będące na granicy wytępienia, dziś stopniowo odbudowują swoją liczebność. Widoczne jest to zwłaszcza na zachodzie Europy. Puchacz dobrze sobie radzi także w sąsiedniej Słowacji. W Polsce proces ten wydaje się być nieco wolniejszy. Ale być może jest to tylko słabe rozpoznanie sytuacji w niektórych rejonach kraju, ze względu na brak odpowiednio dużej kadry doświadczonych i zaangażowanych obserwatorów, a właściwie nasłuchowców, którzy potrafiliby poprawnie zidentyfikować odgłos tego ptaka. Miejmy nadzieję, że niedługo i w Tatrach pohukiwania puchacza da się usłyszeć w każdej większej dolinie. Do tego jednak potrzebny jest spokój w potencjalnych rejonach lęgowych. Chodzi przede wszystkim o skałki reglowe, które niestety są często penetrowane przez wspinaczy.
Podobne uwagi dotyczą sokoła wędrownego. Ten ptak przez długi okres w ogóle nie gnieździł się po polskiej stronie Tatr. W ostatnich latach odnotowano jego lęgi w Dolinie Kościeliskiej. Widywany był też często w innych rejonach, zwłaszcza w okolicy Kopy Magury i Zawratu Kasprowego. Tej wiosny na pokrytych śniegiem płaśniach w okolicy Uhrocia, Mechów i w Jaworzynce często odnajdywano ślady po sokolim polowaniu – piórka oskubane z mniejszych ptaków, głównie drozdów. Widziany był także sokół przeganiający znad Jaworzyńskiej Czuby młodego orła przedniego. 5 kwietnia zaobserwowano na Zawracie Kasprowym kopulującą parę tych rzadkich ptaków. Jest więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że i w tej części TPN w końcu na stałe osiedliły się sokoły wędrowne. To, czy uda im się wyprowadzić potomstwo, będzie zależało w dużej mierze od tego, czy taternicy powstrzymają się od nielegalnej działalności na nieudostępnionym do wspinaczki murze skalnym.

Od wielu lat mówi się także o antagonizmie pomiędzy taternikami a orłami przednimi. I chyba nie bez powodu. Jedyne znane w Polskich Tatrach terytorium lęgowe tych królewskich ptaków drapieżnych zlokalizowane jest raczej z dala od terenów wspinaczkowych. Gniazdo w Dolinie Kościeliskiej, z którego w ubiegłym roku wyfrunął młody orzeł pozostaje na razie puste. Ale jak wiadomo, orły mogą mieć w swoim rewirze kilka gniazd i korzystać z nich naprzemiennie. Orły obserwowane są także w Tatrach Wysokich, ale i tu głównie poza terenami wspinaczkowymi. Ostatnio szczególnie często pojawiają się nad Gęsią Szyją, gdzie para tych ptaków widziana była na przykład 15 marca i 4 kwietnia (inf. Marcin Strączek Helios). Ciągle nie wiemy, czy są to orły zalatujące ze Słowacji, czy może gniazdujące gdzieś w Dolinie Waksmundzkiej, która na szczęście nie cieszy się popularnością wśród wspinaczy.


Są w Tatrach i takie ptaki, które można zaobserwować dość łatwo, o ile zna się ich behawior. Wiadomo na przykład, że posuwając się wzdłuż niezamarzniętych większych potoków górskich, prędzej czy później spotkamy pluszcza. Nieco szczęścia przydaje się jednak, jeśli chcemy zobaczyć parę tych ptaków w czasie toków, gdy na wystających z wody kamieniach wykonują swój miłosny taniec, tak jak miało to miejsce 22 lutego na Bystrej w Kuźnicach czy 25 lutego pod Kominami w Strążyskiej.

Dobra znajomość ptasich zwyczajów i upodobań jest także warunkiem obserwacji toków głuszców i cietrzewi. Tu jednak samo szczęście nie wystarczy. Trzeba także wykazać się dużą wytrwałością i cierpliwością. Toki tych ptaków odbywają się bowiem przed świtem. Żeby ich nie niepokoić, trzeba znaleźć się w rejonie tokowiska jeszcze w nocy, a później cierpliwie czekać w ciszy. Najpierw jednak trzeba na podstawie śladów wytypować takie miejsce. Obserwacje tokujących cietrzewi i głuszców są konieczne, jeśli chce się poznać liczebność populacji tych kuraków i śledzić trendy jej dynamiki. Niestety tegoroczne śniegi nie sprzyjały temu zadaniu. Ciągle opady, wiatry, a później gwałtowne ocieplenie i poranne przymrozki sprawiły, że trudno było odnaleźć jakiekolwiek ślady, a podejście na tokowisko stawało się zbyt hałaśliwe. Do początku kwietnia udało się zlokalizować tylko dwa tokujące cietrzewie na Długim Upłazie, a trzeci słyszany był pod Trzydniowiańskim Wierchem.

W przypadku ssaków, zwłaszcza tych większych, poza parkami narodowymi określanych mianem zwierzyny łownej, tropienia po białej stopie, czyli po pokrywie śnieżnej, są podstawowym sposobem na poznanie ich zwyczajów. Wydawać by się więc mogło, że mijająca zima, obfitująca w śnieg, powinna przynieść wiele ciekawych obserwacji. Tym razem śniegu było chyba zbyt dużo. Zwierzyna raczej unikała dalszych wędrówek, a tropiący ją pracownicy parku starali się, aby niepotrzebnie nie niepokoić zmęczonych przedłużającą się zimą mieszkańców tatrzańskich lasów. Zamiast tego podjęto decyzję o interwencyjnym dokarmianiu jeleniowatych w miejscach ich koncentracji. Niestety, z braku strefy ochronnej zwierzyny nie możliwe było dokarmianie poza granicami parku, np. w okolicy Chłabówki Niżniej, gdzie duże stada tradycyjnie zeszły na okres zimowy.

Jelenie, które jeszcze jesienią dość licznie porykiwały w rejonie Kuźnic, zimą praktycznie przestały się tu pokazywać. Inaczej niż w ubiegłych latach, tylko wyjątkowo pokazywały się na terenie zrewitalizowanego zespołu dworsko-parkowego. Niektórzy twierdzą, że spowodował to strach przed myśliwską żyłką niektórych pracowników TPN. Według innych stało się to za przyczyną likwidacji kontenera na zapleczu, który przez jakiś czas wykorzystywany był jako paśnik, nie tylko przez jelenie. Za tą ostatnią hipotezą mógłby przemawiać fakt, że jelenie tropy zaczęły się pojawiać w dolnej części Alei Przewodników Tatrzańskich, w pobliżu stadionów COS, wokół przydrożnych śmietników, w których chmary łań najwyraźniej próbowały wzbogacić swój jadłospis.

Prawdziwej przyczyny braku jeleni w Kuźnicach należy raczej doszukiwać się w znacznie większej niż w ubiegłym roku pokrywie śnieżnej i ogólnym spadku pogłowia zwierzyny płowej, związanym głównie z działalnością wilków. W samym tylko Obwodzie Ochronnym Zazadnia i jego najbliższej okolicy ofiarą tych drapieżników padło w pierwszym kwartale 2009 r. co najmniej dziesięć jeleni. Nie próżnowały też w innych rejonach, zwłaszcza w Chochołowskiej. Wilki, chcąc nie chcąc, dzieliły się swoją zdobyczą z innymi smakoszami – sójkami, krukami, myszołowami, lisami, kunami i niedźwiedziami. Kto i kiedy przychodził do padliny, odnotowywano na podstawie tropów, bezpośrednich obserwacji i za pomocą aparatu cyfrowego z wbudowanym czujnikiem podczerwieni. O szczegółach w następnym numerze „Tatr” być może opowie leśniczy z Zazadniej Zbigniew Mierczak.

Okazało się, że tej zimy wilki zmniejszyły liczebność nie tylko jeleni, potwierdzając słuszność decyzji TPN o zaprzestaniu redukcji zwierzyny płowej na terenie parku. Ich ofiarą padały także lisy, o których czasem słyszy się, ze względu na program zwalczania wścieklizny za pomocą rozrzucanych z samolotów szczepionek, że się zbytnio rozmnożyły. Dwa lisy zagryzione przez wilki znaleziono pod Kuźnicami (inf. Józef Bobak), kolejne padły u wylotu Doliny Chochołowskiej i w Dolinie Rybiego Potoku (inf. Wojciech Łukaszczyk). Natomiast lis, który jeszcze w styczniu dyżurował na Kasprowym Wierchu, czekając na datki żywnościowe, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Wbrew tendencyjnym pogłoskom przyczyną nie była „ołowica”. Opuszczone przez niego miejsce dyżurnej kolejowej maskotki zajęła w marcu kuna, która znalazła dogodne schronienie w pomieszczeniach technicznych kolejki. Kilkukrotnie tropiono także rysie, ale bez ciekawszych obserwacji.


1 2 
strona: 1/2    1 2 
«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   3765

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7226763 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 32