tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Kronika wydarzeń przyrod.
Z życia zwierząt - zima 2009
Niedźwiedzie i cała reszta

W Tatrach żyje około 200 gatunków zwierząt kręgowych i kilka tysięcy bezkręgowych. Wszystkie one są jednakowo cennymi elementami tatrzańskiego biomu. Nasza uwaga nieodmiennie koncentruje się wokół kilku, kilkunastu największych. Bezkonkurencyjne były, są i będą niedźwiedzie. Rzęsorkiem, choć jest bardziej drapieżny od najdrapieżniejszego z niedźwiedzi, zainteresują się tylko nieliczni. Pająki, wije i inne bezkręgowe drapieżniki budzą głównie obrzydzenie.

strona: 1/2    1 2 

Zacznijmy więc od niedźwiedzi. Cały rok 2008 nie obfitował w spotkania z nimi. Zanotowano tylko jedną próbę włamania się do przyschroniskowego śmietnika (szczegóły w poprzednim numerze „Tatr”). Obyło się bez ataków na owce i innych poważniejszych sytuacji konfliktowych z ludźmi i ich dobytkiem. Od czasu do czasu ktoś wystraszył się, gdy nieopatrznie zbliżył się do niedźwiedzia, a ten, zanim czmychnął, stanął na tylnych łapach, aby lepiej ocenić sytuację.

Jedynym zdarzeniem, które zaciekawiło media, było pojawienie się niedźwiedzia lub niedźwiedzi w Księżym Lesie w pobliżu zabudowań przy ulicy Bogdańskiego w Zakopanem. Miało to miejsce po opadach śniegu, jakie wystąpiły w Tatrach pod koniec września. Niedźwiedzie złakomiły się na jabłka w przydomowych ogródkach. Nie były jednak zbyt natarczywe – odwiedziny odbywały się głównie pod osłoną nocy. Co zapobiegliwsi mieszkańcy zbierali jabłka z jabłonek i przerzucali je przez płoty do lasu, aby uniknąć niedźwiedzich wizyt na swojej posesji. Pracownikom parku udało się jedynie zaobserwować ślady i tropy zwierząt. Ich rozmiary sugerują, że mogła to być samica z młodym lub młodymi.

Chociaż zdarzenia te miały miejsce na terenie otuliny TPN lub w jej bezpośrednim sąsiedztwie, wszelkie interwencje służby parku w tym rejonie mogły się odbywać jedynie na zaproszenie organów samorządowych lub władz wojewódzkich. Wokół parku nie powołano bowiem strefy ochronnej zwierzyny. Rola otuliny jest więc ograniczona do zagadnień planowania przestrzennego.

Na terenie Tatr w dalszym ciągu najłatwiej było spotkać niedźwiedzie w rejonie Hali Gąsienicowej. Obserwacje te dotyczyły niemal wyłącznie jednej niedźwiedzicy z dwójką tegorocznych młodych, żerujących na borówkach. Niedźwiedzica nierzadko zbliżała się do szlaków, a gdy w pobliżu przybywało ciekawskich turystów, zwłaszcza próbujących podejść bliżej z aparatem fotograficznym, chowała się w kosówkach. Za nią podążały młode. Oba były dość podobne do siebie, praktycznie tej samej wielkości. Miały jednak zdecydowanie inny temperament. Jeden maluch na krok nie odstępował matki, drugi zwykle wlókł się z tyłu. Czasem odstawał nawet na 100–200 metrów. Matce chyba to nie przeszkadzało. Częściej karciła „maminsynka”, który czasem próbował podbierać jej jagody spod pyska. Gdy rodzina żerowała w komplecie, młode często tarmosiły się nawzajem.

Uhrocie Kasprowe, Kopa Magury, Królowa Rówień, Mały Kościelec, Zielony i Litworowy Staw, Sucha Kasprowa – to miejsca, gdzie najczęściej można było obserwować niedźwiedzią rodzinkę. Nawet gdy spadł śnieg, 27 września pojawiły się na Hali i dłużej zabawiły w okolicy Mokrej Jamy, wygrzebując spod śniegu borówki. Były jednak i dłuższe okresy, w czasie których nie udawało się ich zlokalizować. Gdzie wtedy przebywały? Prawdopodobnie 8 i 9 zeszły w dół Doliną Suchej Wody w okolice Polany pod Jeziorem. Nie można też w stu procentach wykluczyć, że to właśnie one zaglądały do Księżego Lasu. Droga z Hali na ulicę Bogdańskiego nie powinna im zająć więcej jak 1–2 godziny. Ostatnia obserwacja niedźwiedzi w Obwodzie Ochronnym Gąsienicowa pochodzi z 7 listopada. Tego dnia niedźwiedzie pasły się na Stawiańskich Rówienkach i przy Suchej Jamie. Były dobrze widoczne z okolic schroniska „Murowaniec”, toteż kilku fotoamatorów porzuciło szklanice z piwem i ruszyło na łowy. Niedźwiedzie pospiesznie udały się w stronę Uhrocia.

Pod koniec listopada niedźwiedzicę z dwójką młodych tropiono na rubieżach TPN. 21 listopada trop wiódł od Orawic (gdzie Słowacy tradycyjnie dokarmiają zwierzynę różnymi smakołykami) przez Molkówkę, doliny Suchą i Lejową, Przysłop Kominiarski do Lodowego Źródła w Kościeliskiej i dalej gdzieś na wschód, a cztery dni później w rejonie Dolin Białki i Roztoki. Czy w którymś lub w obu tych przypadkach była to znana nam z Hali Gąsienicowej rodzinka? Nie wiadomo. Wykluczać tego na pewno nie można.

Jeszcze kilka lat temu, gdy zaczynaliśmy w „Tatrach” nasz cykl kronik faunistycznych, zachowanie tej niedźwiedzicy (żerowanie w pobliżu uczęszczanych szlaków turystycznych) określilibyśmy zapewne mianem synantropizacji. Dziś jesteśmy od tego dalecy. Jak słusznie zauważył Adam Wajrak, dziennikarz „Gazety Wyborczej” zajmujący się problematyką przyrodniczą, który tej jesieni miał okazje fotografować niedźwiedzie na Królowej Równi, nikt nie nazywa niedźwiedzi polarnych zbliżających się do polarników i włamujących się do budynków na Spitsbergenie synantropami. Również w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, gdzie problem „misia jogi” zaistniał najwcześniej i przybrał największe rozmiary, nikt nie wpadł na pomysł, aby zjawisko to określić mianem synantropizacji. Wydaje się więc, że jeśli chcemy nawiązać dialog z naukowcami na świecie powinniśmy zaprzestać szafowania tym określeniem w odniesieniu do niedźwiedzi i innych zwierząt skazanych na koegzystencję z turystami odwiedzającymi Tatry.

Niedźwiedzia rodzinka w składzie 1+2 to nie jedyni przedstawiciele tego gatunku, jakich udało się odnotować w ostatnim okresie na terenie TPN. Widywano lub tropiono także inne, pojedyncze osobniki. Na przykład 5 listopada na zboczach Żółtej Turni (inf. Tomasz Krzyżanowski), 7 listopada w Suchej Kondrackiej (inf. Andrzej Śliwiński),  1 grudnia w Miętusiej (inf. Andrzej Kapłon), a 5 grudnia w Suchej Kondrackiej (inf. Józef Bobak ) i była to ostatnia w 2008 r. informacja o niedźwiedziach w polskich Tatrach.

Sporo już wiadomo o ruchliwości tatrzańskich niedźwiedzi. Wilki są chyba jeszcze bardziej mobilne, o czym przekonujemy się, usiłując tropić je po ponowie. Wiele takich tropień przeprowadzono początkiem grudnia, jak park długi i szeroki od Chochołowskiej po Waksmundzką. Po odbyciu wielokilometrowych marszrut w trop za wilkami wydawało się, że o kilkudniowej aktywności danej watahy wiemy już wszystko. Zwykle jednak na koniec, ni stąd, ni zowąd, pojawiały się nowe tropy, które całkowicie burzyły dotychczasowe spekulacje. Wygląda na to, że dopóki nie zastosujemy telemetrii, będziemy skazani na domysły, a baza obserwacji faunistycznych gromadzonych w TPN służyć będzie bardziej zbieraniu danych na temat aktywności obserwatorów niż obserwowanych zwierząt.



Wiedza na temat nieco mniej ruchliwych, ale za to bardziej samotniczych tatrzańskich lisów, to też głównie domysły. Do tego, domysły te ulegają silnym wpływom propagandy prowadzonej przez lobby łowieckie, które dostrzega w lisie wyłącznie szkodnika, głównego sprawcę spadku pogłowia zajęcy, kuropatw, bażantów, cietrzewi i głuszców. Silny wpływ na nasze wyobrażenia o tatrzańskich lisach mają także częste obserwacje osobników oswojonych, ostatnio głównie na Kasprowym Wierchu. Lisy te nastawione są na pokarm dostarczany przez ludzi – zdobywany w pobliżu wystawianych przez PKL koszy na śmieci lub podrzucany przez turystów i pracowników kolejki. Zwierzęta te często wykazują pewne symptomy chorobowe, a ich postępujące oswajanie się z ludźmi prowadzi czasem do sytuacji konfliktowych. Najprostszym rozwiązaniem tego problemu jest odstrzał natarczywie zachowującego się osobnika – zadanie ochronne zaakceptowane przez Ministerstwo Środowiska. Doświadczenie jednak uczy, że odstrzał, jako rozwiązanie doraźne, tylko na chwilę rozwiązuje problem. Jednocześnie, z uwagi na bardzo słabą znajomość ekologii tatrzańskich lisów, działanie to jest nieprzewidywalne w skutkach. Przed podjęciem decyzji o kolejnym odstrzale, warto by spróbować w sposób naukowy odpowiedzieć na kilka pytań:

– Jak duża jest liczebność oswojonych lisów w TPN? Czy są to pojedyncze, ciągle te same osobniki, czy też jest to większa grupa?

– Jak bardzo uzależnione od ludzi są te zwierzęta? Ile czasu spędzają w pobliżu budynków i szlaków, a ile z dala od ludzi?

– Czy nastawienie na pokarm dostarczany przez ludzi jest stałe, czy może zależy od pory roku i dostępności naturalnego pokarmu?

– Czy istnieje zależność pomiędzy stanem zdrowotnym zwierząt a ich podatnością na oswajanie się?

– Jakie jest oddziaływanie oswojonych osobników na otaczające Kasprowy ekosystemy? Jak duży jest obszar penetrowany przez te lisy?

– Czy dostęp do pokarmu dostarczanego przez ludzi zmniejsza śmiertelność lisów i przez to może zwiększać presję tych drapieżników na populacje rzadkich zwierząt tatrzańskich?

Przy okazji tropienia wilków kilkakrotnie napotykano także tropy rysia, zarówno we wschodniej, jak i zachodniej części TPN. Ponadto pod koniec listopada natrafiono na Włosienicy na szczątki jelenia (tegorocznego cielęcia) zagryzionego przez rysia. Drapieżnik po kilku dniach wrócił do swojej ofiary (inf. Wojciech Łukaszczyk).

1 2 
strona: 1/2    1 2 
«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   3617

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7336283 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 10