tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Kronika wydarzeń przyrod.
Z życia zwierząt - zima 2006
łanie fot. Tomasz Zwijacz - Kozica
    Zima - jak zaczęła się w połowie listopada, tak ani na chwilę nie odpuszcza. W połowie lutego, gdy piszę te słowa, w prawdziwych Tatrach zima jest dopiero w okolicach półmetka. Pierwsza połowa zimy to czas, w którym przyroda ożywiona wtula się w śnieżny puch i ogranicza swoją aktywność do niezbędnego minimum. Każdy wysiłek to wydatek energii, który może zadecydować o tym, czy uda się dotrwać do wiosny, czy też nie. Do wiosny, czyli do czasu, gdy słoneczny generator znowu pełną parą będzie dostarczał gigawaty dla północnej półkuli.

    Mistrzami w ograniczaniu aktywności są bezkręgowce. Owady, które w sezonie wegetacyjnym są niemal wszędzie obecne w niepoliczalnych ilościach, zimą znikają nieomal bez śladu. Chociaż wiele z nich to formy uskrzydlone, to jednak nie odlatują do ciepłych krajów ani nad Nil lub do Acapulco. Zostają tam, gdzie się urodziły i gdzie przyjdzie im zakończyć krótki żywot, o ile jakieś silne wiatry nie przeniosą ich o kilka mil dalej. Ukrywają się w glebie, pod kamieniami, w szczelinach skał i w spękaniach kory drzew, w butwiejącym drewnie, w ściółce, w glebie, w mule zbiorników wodnych i w innych, podobnych kryjówkach. Tam, schowane przed wzrokiem drapieżców, dla których są tylko ukrytą pod chitynowym pancerzykiem zmarzniętą grudką kalorii, zapadają w stan anabiozy. Znakomita większość owadów zimuje w postaci jaja, larwy lub poczwarki. Owady w stadium imago, czyli ostatecznej formie, zwanej też postacią doskonałą, żyją zazwyczaj dość krótko i giną przed nadejściem prawdziwej zimy.

    Są jednak i takie gatunki owadów, dla których zima nie jest straszna. Pojawiają się nie wiadomo skąd i chodząc po powierzchni śniegu, zbierają niewidoczne gołym okiem drobinki materii organicznej, która stanowi ich pożywienie. Najbardziej znane to ponowce (z rzędu muchówek) i pośnieżki (z rzędu wojsiłek), ale lista gatunków znajdowanych na śniegu jest bardzo długa. Większość z nich nie ma nawet polskich nazw. Oba wspomniane rodzaje to owady bezskrzydłe o pałąkowatych, długich nogach, które pozwalają im się utrzymywać na niestabilnej powierzchni śniegu. Poruszają się wolno, są drobne i pomimo ciemnej barwy trudno je zauważyć - przypominają obumarłe fragmenty roślin, jakich wiele poniewiera się po powierzchni śniegu. Owady naśnieżne najczęściej spotyka się przy pogodzie związanej z niżem, kiedy powietrze ma dużą wilgotność. W drugiej połowie zimy, na topniejącej warstwie śniegu czasem pojawiają się brudnoszare, kolorowe plamy, które, gdy przyjrzeć się im z bliska, okazują się być kolonią drobniutkich, ruchliwych owadów bezskrzydłych - skoczogonków - zwanych czasem pchlicą śniegową.
*
    Spośród kręgowców, w stan zimowego odrętwienia zapadają wszystkie tatrzańskie płazy i gady. Ukrywają się w podziemnych norkach lub na dnie zbiorników wodnych i czekają na ocieplenie. Ryby również stają się mniej aktywne, choć czasem w nurcie potoku można dostrzec sylwetkę głowacza lub pstrąga. Wśród ptaków już nie ma poruszenia, które miały odlecieć - odleciały, te, co zostały - są dość dobrze widoczne pomiędzy pozbawionymi liści gałązkami. Niektóre z tych, co zostały, robią się coraz ruchliwsze i zaczynają szukać miejsca na gniazdo.

    Jednym z najwcześniej przystępujących do lęgów gatunków tatrzańskiej awifauny jest kruk. Kruki składają jaja już na początku marca. Przypuszcza się, że w warunkach tatrzańskich gniazda zakładają najczęściej na niedostępnych półkach skalnych, rzadziej w koronach drzew. Nigdy jednak nie zbadano tego dokładnie, a co roku lokalizowane są najwyżej pojedyncze gniazda kruków. Niewiele wiadomo też o wielkości zajmowanych przez nie terytoriów lęgowych. Zagadką jest na przykład, czy para kruków regularnie widywana przez zimę w rejonie Beskidu i Kasprowego Wierchu oraz w okolicy odległych o niespełna dwa kilometry Kop Królowych, to te same osobniki. Na Kasprowym Wierchu najłatwiej zaobserwować je późnym popołudniem, gdy ruch turystyczny i narciarski słabnie. Poszukują wówczas porzuconych przez ludzi smakołyków, w czym konkurują z płochaczami halnymi.

    Płochacz halny zaliczony został przez naukowców do ptaków migrujących, których ochrona jest jednym z powodów włączenia Tatr do europejskiej sieci obszarów chronionych Natura 2000. Większość turystów odwiedzających Kasprowy Wierch nie zdaje sobie z tego sprawy i beztrosko dokarmia szare "wróble", z którymi powszechnie mylone są płochacze. Żerowanie na odpadkach ludzkiego jedzenia można by potraktować jako przejaw synantropizacji, uznanej za jedno z czterech zagrożeń populacji tego gatunku w Polsce. Tatrzańska populacja płochaczy oceniana jest na 150-360 par - na Kasprowym pojawiają się jednak pojedynczo lub rzadziej po kilka sztuk.

    Również dość wcześnie do lęgów przystępują orły przednie. Już w lutym mogą one odbywać loty godowe i poprawiać stare gniazdo lub budować nowe. Jaja składają w marcu. Jedyna obserwacja orła z ostatniego okresu pochodzi ze środkowej części Doliny Chochołowskiej (10 stycznia - Grzegorz Bachleda-Wala). Na razie jest to jednak zbyt mało, aby mówić, że jedyne znane terytorium lęgowe orłów w Polskich Tatrach pozostaje zajęte. Równolegle lub nawet wcześniej, toki i lęgi odbywają puchacze. Ocenia się, że na terenie TPN występuje 5-6 par tych największych europejskich sów. Obserwacje puchaczy są jednak jeszcze rzadsze niż orłów, a ostatnio brak jakichkolwiek doniesień na ich temat. Niewątpliwie na taki stan rzeczy wpływa ich skryty tryb życia i nocna aktywność, charakteryzująca większość sów. Dokładne rozpoznanie terenów lęgowych puchaczy wymaga licznych nocnych patroli i nasłuchiwania charakterystycznych odgłosów godowych.

    Orły przednie i puchacze należą do siedemnastu gatunków ptaków z I Załącznika Dyrektywy Ptasiej, które zostały wymienione w tak zwanym standardowym formularzu danych dla tatrzańskiego obszaru specjalnej ochrony Natura 2000. Na liście tej znajdują się jeszcze dwa inne gatunki sów - włochatka i sóweczka. We wspomnianym formularzu populacja sóweczki oceniana została na 5 par, dla włochatki brak bliższych danych. Wszystkie te gatunki powinny zostać objęte szczególnym nadzorem. Dotychczasowe obserwacje prowadzone przez pracowników parku są raczej przypadkowe. Bardziej szczegółowe, ale również niewystarczająco intensywne badania tatrzańskich sów, od kilku lat prowadzi Włodzimierz Cichocki z Muzeum Tatrzańskiego wraz ze współpracownikami. Jak dotąd, pozwoliły one na określenie składu gatunkowego populacji sów i ich rozmieszczenia pionowego. Zebranie dokładnych danych w tak rozległym i trudnym terenie, jakim są Tatry wymaga zaangażowania większego zespołu.

    Kruki, płochacze, orły przednie i sowy pozostają na zimę w pobliżu swoich terenów lęgowych lub odbywają niewielkie migracje na obszary zasobniejsze w pokarm. Podobnie zachowują się tatrzańskie kuraki. Z trzech występujących w Tatrach gatunków "ptaków grzebiących", jak naukowo nazwano kuraki, ostatnio najczęściej widywane były jarząbki lub ich ślady. Zgodnie ze swoją nazwą, ptaki te obserwowane były zwłaszcza w trakcie żerowania na pączkach jarzębiny. Najdogodniejszy okres do obserwacji głuszców i cietrzewi dopiero nadchodzi. Monitoring populacji głuszców powinien być dokonywany na tokowiskach, które odbywają się od marca do maja. Toki głuszców i cietrzewi rozpoczynają się o pierwszym brzasku, przed wschodem słońca. Aby nie niepokoić ptaków, na tokowisku trzeba znaleźć się jeszcze nocą. Głuszce można liczyć także na wieczornych zapadach, kiedy zlatują się na tokowisko i z głośnym łopotem skrzydeł zasiadają na wybranych miejscach w koronach konarzystych świerków. W Tatrach zazwyczaj obserwuje się pojedyncze tokujące koguty. W tym roku pewnym optymizmem napawa obserwacja dokonana 9 lutego na Dubrawiskach, gdzie w godzinach południowych obserwowano dwa samce głuszca zgodnie ogryzające z igieł pędy kosodrzewiny i świerków przy górnej granicy lasu. Natomiast po przeciwnej stronie Doliny Suchej Wody, na Herbiku obserwowano 12 stycznia dwie kury.

    W przypadku cietrzewi nie ma powodów do optymizmu - jak dotąd nie zaobserwowano śladów ich obecności w rejonie Pośredniego Wierchu Goryczkowego, który to rejon był w latach ubiegłych regularnie wykorzystywany na tokowiska. Tereny wokół Kasprowego Wierchu są z roku na rok w coraz większym stopniu zawłaszczane przez narciarzy i snowboardzistów szukających - pomimo licznych interwencji służb TPN - wrażeń poza utrzymywanymi trasami narciarskimi. Rosnąca popularność tak zwanego narciarstwa free style może w istotny sposób zagrozić żyjącym w strefie kosodrzewiny i górnej granicy lasu cietrzewiom. Do tego dochodzi coraz popularniejszy skituring. Wprowadzone jesienią 2004 r. zmiany w organizacji zimowego udostępniania parku dla turystyki są niestety nagminnie nadużywane przez miłośników dwóch desek. Interweniujący w takich przypadkach strażnicy parku często słyszą naiwne i absolutnie nieprawdziwe tłumaczenia, że przecież dyrektor TPN pozwolił w zimie chodzić wszędzie. Ślady nart i desek coraz częściej kaleczą także dziewiczą biel śniegów Kondratowego Wierchu, gdzie 18 stycznia przez dłuższy czas obserwowano samotnego czarnego rycerza wiosny, jak czasem zwane są koguty cietrzewia (inf. Jan Polak).
*
    Mówiąc o śnie zimowym tatrzańskich ssaków, najczęściej myślimy o świstakach i niedźwiedziach. Jednak najliczniejszą grupę hibernujących w Tatrach zwierząt ssących stanowią nietoperze. Zapominamy o nich często, gdyż nawet w lecie, gdy są aktywne, nie mamy zbyt wielu okazji do ich obserwacji. Natomiast, to właśnie ze względu na potrzebę ochrony zimujących nietoperzy, Jaskinia Mroźna o tej porze roku nie jest udostępniana dla zwiedzających.

    W zestawieniu z anabiozą zwierząt zmiennocieplnych sen zimowy świstaków wydaje się być stosunkowo płytką drzemką. Z kolei w porównaniu ze świstakami, zimujące niedźwiedzie zaledwie mrużą oczy. Niektóre z naszych najpotężniejszych śpiochów tej zimy długo nie mogły sobie znaleźć miejsca na gawrę. Niedźwiedzica z dwójką niespełna rocznych młodych tropiona była 21 listopada w rejonie doliny Jaworzynki - przeszła wtedy z Doliny Bystrej w stronę Boczania). Pięć dni później samotny niedźwiedź (albo niedźwiedzica) szedł po podobnej trasie, ale w przeciwną stronę. 6 grudnia tropiono niedźwiedzia w rejonie Rusinowej Polany, Doliny Filipki, Kop Sołtysich i Zazadniej (Stanisław Żegleń). Prawdopodobnie ten sam osobnik tropiony był w tym rejonie także 15 i 21 grudnia (Zbigniew Mierczak, Andrzej Staszel i Stanisław Pawlikowski). Przeprowadzone tropienia nie przyczyniły się tym razem do zlokalizowania gawry. Odbywały się one przy opadach śniegu, co zdaje się być kolejnym potwierdzeniem tezy, że dłuższe zimowe wędrówki niedźwiedzie podejmują przy niżowej pogodzie.

    Mniej więcej w tym samym czasie, gdy wspomniana niedźwiedzica z dwójką młodych podchodziła z Doliny Jaworzynki na Boczań, w przeciwną stronę podążał ryś. Pod Wysokiem przeciął on niebieski szlak z Kuźnic na Przełęcz między Kopami i przez polanę Jaworzynkę poszedł w stronę Krokwi. Być może to on właśnie 14 grudnia zagryzł cielę (młodego jelenia) nad Kalatówkami, a 27 grudnia - również ciele - w rejonie klasztoru braci Albertynów na Śpiącej Górce (Józef Bobak i Radosław Mateja). Prawdopodobnie inny ryś tropiony był 13 grudnia w dolnej części Doliny Chochołowskiej. Równocześnie w tej części Tatr tropione były także wilki polujące na jelenie. Pomiędzy 12 a 15 grudnia wilcza wataha składająca się z 8-9 osobników penetrowała rejon Molkówka - Sucha Dolina - Lejowa - Sucha Dolina - Siwiańskie Turnie - Małe Koryciska - Wielkie Koryciska - Głębowiec, dwukrotnie podejmując nieudane próby ataku na byki (samce jelenia). Ostatni raz tropiono ją w rejonie granicznego Bobrowca - może wilkom udało się coś upolować w lasach TANAP-u.

    Szczątki ofiar wilków odnaleziono także w kilku miejscach po polskiej stronie, na przykład 29 listopada w rejonie Zazadniej, gdzie tropiono watahę liczącą 5 sztuk (Andrzej Chowaniec). Wilcza wataha, tym razem złożona z czterech osobników, była tropiona 1 grudnia w rejonie nartostrady z Goryczkowej do Kuźnic (Józef Bobak i Radosław Mateja). Tego samego dnia, tropy czterech wilków prowadziły też niebieskim szlakiem od Skupniowego Upłazu przez Królową Rówień na Halę Gąsienicową i dalej w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego, po czym wzdłuż górnej granicy lasu do Żółtego Potoku i dalej zielonym szlakiem przez Dubrawiska ku Pańszczycy. Był to chyba ostatni tej zimy wilczy rajd w rejonie Hali Gąsienicowej. Wilki przekonały się, że zwierzyna płowa zeszła w niższe partie gór i przed majem - jak sądzę - ani jelenie, ani wilki na Hali się nie pokażą.

    Na rozległych polach śnieżnych Hal Królowej Wyżniej i Gąsienicowej znać za to ślady innych drapieżników. Lisy, bo o nich tu mowa, ścigają się z zającami, o czym świadczą liczne tropy pozostawiane na śniegu. Płochliwe zające w lecie nie są zbyt często widoczne. Zimą też trudno je zobaczyć, ale charakterystyczne tropy układające się w kształt litery T dobitnie świadczą o ich obecności, podobnie jak kuliste odchody i ogryzione pędy wierzb i jarzębin. Ostre zęby zajęcy tną je niczym sekator ogrodnika. Ślady udanych łowów lisa na zająca znaleziono 20 grudnia na drodze na Kalatówki i 13 stycznia w rejonie Wielkiej Polany Kuźnickiej. Natomiast 26 grudnia pożywieniem lisa na Polanie Olczyskiej stał się rzadki w Tatrach jeż (Józef Bobak i Radosław Mateja). Tropy lisów widywane były także w wysokogórskiej krainie, na wierzchołkach i przełęczach Tatr Wysokich. Przecinały często tropy kozic, jednak obiektem zainteresowania lisów były drobne ssaki, głównie gryzonie.
*
    Zima dokonuje naturalnej selekcji wśród zwierząt. Najsłabsze osobniki muszą zginąć, nawet jeśli uda im się schronić przed drapieżnikami w pobliżu ludzkich osiedli. Przykładem może być wychudzona łania, którą 15 lutego odnaleziono martwą pod Nosalem (Stanisław Wierzbanowski).

    Najciekawszej chyba obserwacji faunistycznej mijającego sezonu dokonał drugiego grudnia kierownik schroniska na Polanie Chochołowskiej, Józef Krzeptowski. Stało się to, gdy jechał po towar. Jak relacjonuje ten długoletni myśliwy, na wysokości Wielkich Korycisk przebiegł mu drogę duży dzik, jakiego "nawet na Orawie nie widział".

    Przed nami druga połowa zimy. Śnieg nadal będzie padał, być może nawet obficiej niż dotąd. Z każdym kolejnym ociepleniem i rozpogodzeniem, będziemy jednak obserwować coraz więcej życia budzącego się po zimowej drzemce. Wiosna nadejdzie wraz z wędrownymi ptakami.
(artykuł ukazał się w kwartalniku "Tatry")

Tekst:Tomasz Zwijacz Kozica

«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   6675

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7336327 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 21