tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Kronika wydarzeń przyrod.
Niepylak apollo: był czy powrócił?

Niepylak apollo: był czy powrócił?

Najważniejsza chyba informacja faunistyczna tego kwartału pochodzi ze świata bezkręgowców. Wszystko wskazuje bowiem na to, że po kilkunastu latach bezowocnych poszukiwań, udało się po polskiej stronie Tatr odnaleźć stanowisko niepylaka apollo. Na razie nie ma jednak pewności co do stanu żyjącej tam populacji. Natomiast najwięcej uwagi tradycyjnie skupiały na sobie niedźwiedzie, które zresztą przyczyniły się do odnalezienia miejsca zasiedlonego przez niepylaki. W ich obserwacji zaczęły nam pomagać fotopułapki.

Ostatnie potwierdzone informacje na temat występowania niepylaka apollo na terenie TPN pochodzą z końca XX wieku. Prawdopodobnie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia zanikła populacja tego gatunku w Dolinie Kościeliskiej. Kilka lat dłużej przetrwał on w Dolinie Chochołowskiej. W latach 2005 i 2006 pracownicy Parku wraz ze specjalistami zajmującymi się niepylakami w Pieninach przeprowadzili dokładną kontrolę potencjalnych miejsc występowania tego motyla. Niestety bezskutecznie. Zaczęliśmy oswajać się z myślą, że niepylak jest już wymarłym składnikiem fauny TPN. Pojawiły się co prawda dwie informacje o obserwacji pojedynczych motyli tego gatunku w rejonie Doliny Kościeliskiej i Chochołowskiej w latach 2005 i 2009, ale nie udało się ich potwierdzić.

Tymczasem 29 lipca 2010 r. przy okazji tropienia młodego niedźwiedzia, któremu zechciało się drapać po wapiennych turniach, udało się zaobserwować samca niepylaka penetrującego dość rozległą polanę ukrytą pomiędzy górnoreglowym lasem, kosówkami i piarżyskami. W ciągu kolejnych dni za każdym razem, gdy tylko pojawiało się słońce, udawało się w tym miejscu zaobserwować te charakterystyczne, duże motyle. Samce latały w typowy dla nich sposób, patrolując potencjalne miejsca występowania samic. Nie było ich zbyt dużo, zaledwie kilka, ale powtarzalność obserwacji daje nadzieję, że niepylaki są tu dobrze zadomowione. Trzeba to będzie jednak dokładnie skontrolować w następnym roku i ocenić wielkość populacji.

W połowie XX wieku w Tatrach Polskich istniało nieco ponad trzydzieści stanowisk niepylaka apollo. Uważa się, że na większości z nich motyle wyginęły do końca lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, a więc zanim z Tatr wyrugowano owce. Dotyczy to także rejonu, w którym tego roku obserwowano niepylaki. Powstaje więc pytanie, czy były tu cały czas, a jedynie nie udawało się ich zaobserwować, czy też pojawiły się ponownie. Przyznać trzeba, że gdy przed kilku laty przeszukiwano w TPN potencjalne miejsca występowania tego gatunku, akurat tutaj nie zaglądano. Miejsce to leży nieco na uboczu i jest dość trudno dostępne, istnieje więc możliwość, że przez te wszystkie lata wegetowała tu sobie nieliczna populacja tych motyli, przez nikogo niezauważona. Możliwe jest też, że niepylaki niedawno ponownie zasiedliły to miejsce. Mogły się tu dostać choćby z niezbyt odległej Doliny Cichej, w której były regularnie widywane. Może dopomogła w tym kalamita i postępujące za nią gradacje korników, zabójcze dla drzewostanów świerkowych, ale zbawienne dla organizmów kserotermicznych. Możliwe, że i po polskiej stronie los uśmiechnie się do niepylaków, i tak jak kiedyś zalesienia stały się prawdopodobnie główną przyczyną ich wymierania, tak teraz wiatrowo-kornikowe wylesienia pozwolą im się odrodzić. Przynajmniej na jakiś czas.

*

W poprzednim numerze pisaliśmy o dwóch gawrach odnalezionych tej wiosny. Dalsze poszukiwania doprowadziły do zlokalizowania kolejnych dwóch miejsc zimowego odpoczynku niedźwiedzi. Na jedno z nich trafiono na Bobrowcu, sprawdzając starą gawrę znaną od marca 1998 r. Przed laty pracownik Parku dotarł do niej po tropach niedźwiedzia. Od tego czasu co roku na wiosnę sprawdzano, czy była ponownie używana, ale za każdym razem wynik był negatywny. W połowie maja tego roku stwierdzono w tym miejscu ślady niedawnego pobytu niedźwiedzia – świeże uszkodzenia na drzewach i odnowione legowisko. Stwierdzenie tego faktu po dwunastu latach jest dużą niespodzianką, bo jak wiadomo, niedźwiedzie niezwykle rzadko korzystają z tej samej gawry, a jeśli już, to najczęściej jest ona ukryta w jaskini. W tym przypadku niedźwiedzi barłóg usytuowany był przy pniu gęsto ugałęzionego świerka.

Bardzo podobnie zbudowana była kolejna gawra odnaleziona 7 czerwca na zboczach Jaworzyńskich Turni. Znajdowała się ona kilkaset metrów od Dziury z Gawrą, w której już w maju stwierdzono ślady ponownego zimowania niedźwiedzia (szczegóły w poprzednim numerze „Tatr”). Jest to już piąta gawra odszukana w ostatnich latach na niewielkim obszarze Jaworzyńskich Turni. Dwie z nich usytuowane były przy pniach nisko ugałęzionych świerków, a trzy w niewielkich jaskiniach, w tym jedna była wykorzystywana co najmniej trzykrotnie. W poprzednich latach gawry udawało się odnaleźć bezpośrednio po opuszczeniu ich przez niedźwiedzie. Tej wiosny było to niemożliwe, gdyż niedźwiedzica z dwójką tegorocznych młodych do końca maja przebywała w okolicy gawry, choć od czasu do czasu pojawiała się na zieleniącej się polanie. Aby nie niepokoić niedźwiedzi, wszelkie patrole w ten rejon były przerywane, gdy tylko zaobserwowano ślady obecności zwierząt. Dwukrotnie trzeba było szybko wycofywać się na z góry upatrzone pozycje, gdy ze zbyt bliskiej odległości odezwały się groźne pomruki.

Trzeba niestety zauważyć, że żadna z czterech tegorocznych gawr nie została odszukana bezpośrednio po opuszczeniu jej przez niedźwiedzie. Nie było więc możliwe określenie po tropach, jakie niedźwiedzie odwiedzały to miejsce. Czy młode, czy stare, czy może matki z młodymi? Możemy się tego tylko domyślać na podstawie innych śladów, ale one niestety bywają zawodne. Znane są przypadki, gdy w miejscu, w którym całą zimę spał niedźwiedź, na wiosnę nie było w ogóle żadnych śladów. Z drugiej strony, czasem można natrafić na coś, co do złudzenia przypomina gawrę, a nią nie jest. Na przykład dziura na zboczu Nosala nad Doliną Olczyską wykopana przez niedźwiedzia na początku czerwca (więcej informacji w notatce Zbigniewa Mierczaka na str. 41) odpowiada opisom tak zwanych gawr ziemnych. Powstała jednak na przełomie maja i czerwca, czyli w czasie, gdy niedźwiedzie raczej do snu się nie układają. Gdyby dziura ta została odnaleziona nie bezpośrednio po jej wykopaniu, a kilka miesięcy później, gdy czas zatarłby ślady lisiej nory w jej wnętrzu, pewnie opisywalibyśmy ją jako pierwszą tego typu gawrę w Tatrach.

Podejrzewamy, że wykopała ją niedźwiedzica zakolczykowana miniaturowym nadajnikiem radiowym, o której pisaliśmy w poprzednim numerze „Tatr”. Była to bowiem jedyna niedźwiedzica z trójką zeszłorocznych młodych, jaką w 2010 r. udało się zaobserwować w TPN. Przypomnijmy i uzupełnijmy, że 26 maja (poprzednio podaliśmy błędną datę) około godziny 19 weszła ona do klatki na Niżnej Polanie pod Wołoszynem. W kilkadziesiąt minut później została uśpiona, zważona (95 kilogramów) i zmierzona (długość ciała 157 cm, szerokość dłoni 11 cm, długość dłoni 11 cm, długość stopy 20 cm, szerokość stopy 11 cm), a w lewym uchu założono jej kolczyk z niewielkim nadajnikiem radiowym, po czym wypuszczono na wolność. 28 maja widziana była z młodymi na Łysej Polanie, 31 maja i 1 czerwca namierzono sygnał w okolicy Błocisk, 7 czerwca na Małym Kopieńcu, a 8 czerwca na Boczaniu. 13 czerwca udało się ją bezpośrednio zaobserwować na Wyżniem w Jaworzynce. Była wówczas sama, już bez potomstwa. Tego samego dnia sygnał z jej nadajnika zarejestrowano w okolicy Polany Kasprowej (inf. Radosław Mateja i Maciej Klimecki). Od tego czasu ślad po niej zaginął. A właściwie słuch zaginął, bo ślady mogły być widywane, tyle że nie można ich w żaden sposób przypisać tej właśnie niedźwiedzicy. Natomiast trójka młodych została zarejestrowana 2 czerwca pomiędzy godz. 7.03 a 9.36 przez tak zwaną fotopułapkę na zboczu Nosala nad Doliną Olczyską. Oczywiście nie ma dowodów, że to było potomstwo niedźwiedzicy z kolczykiem, ale jest to dość prawdopodobne.

Tradycyjnie już najwięcej bezpośrednich obserwacji niedźwiedzi miało miejsce w drugiej połowie lata, gdy na halach dojrzały borówki. Tradycyjnie do spotkań z turystami najczęściej dochodziło na Hali Gąsienicowej i Kondratowej. Tradycyjnie najłatwiej dały się obserwować niedźwiedzice z młodymi i samotne osobniki młodociane. W tym roku były to co najmniej dwie samice, z których każda miała po dwa tegoroczne młode. Tradycyjnie nie obyło się bez paniki wśród turystów, którzy przypadkiem znaleźli się zbyt blisko niedźwiedzi. Stało się to powodem wysłania na Halę Gąsienicową 10 i 11 sierpnia patrolu Straży Parku uzbrojonego w gumowe pociski. Niedźwiedzie, które miały ponoć atakować ludzi, jednak się już nie pokazały.

Samce pokazywały się bardzo rzadko. Jeden został w połowie maja zarejestrowany przez fotopułapkę założoną w Dolinie Miętusiej, gdy nocą ocierał grzbiet o pień świerka. Drzewo to od dawna było znakowane przez niedźwiedzie, które pozostawiają na nim ślady kłów i pazurów, sierść oraz, co najważniejsze, swój zapach. Wciąż brakuje odpowiedzi na pytanie, jaką wiadomość niesie takie drzewo i do kogo jest ona skierowana. Film zarejestrowany przez fotopułapkę można obejrzeć w Internecie na stronie www.carpathianbear.pl.

Informacje o innym samcu dotarły do nas ze Słowacji. 21 sierpnia na Magurze Witowskiej nad Orawicami niedźwiedź zabił jałówkę i przegonił stado owiec. Udało się zaobserwować, że na karku ma obrożę telemetryczną. Najprawdopodobniej był to samiec odłowiony i zaobrożowany w kwietniu 2008 r. w Dolinie Miętusiej. Niestety, z niewiadomych przyczyn obroża działała tylko 20 dni. Po ataku na zwierzęta gospodarskie osobnik ten został uznany za niebezpiecznego szkodnika i przeznaczony do odstrzału. Jak wieść gminna głosi, „zaszył” się jednak w Bobrowcu i tym sposobem ocalił skórę. Szkoda, że obroża nie działa, bo mogłoby się okazać, że wieść gminna się myli, a niedźwiedź zamiast siedzieć w mateczniku, łazi po Beskidzie Śląskim, Bieszczadach i Wielkiej Fatrze. I bynajmniej nie wykazuje nadmiaru testosteronu.

Ze Słowacji wróciła do nas także inna obroża. Założono ją w kwietniu 2004 r. także w Dolinie Miętusiej, a znaleziona została na wiosnę 2010 r. na zachód od Molkówki. Przez czas jakiś nosił ją samiec zwany Borcokiem. Nie wiemy, kiedy dokładnie ją zgubił, bo w tym czasie już nie działała, a zanim została przypadkiem znaleziona, dość długo leżała w lesie.

*

Fotopułapki dostarczyły też nieco informacji o wilkach. Kilka nocnych zdjęć tych drapieżników zarejestrował w maju aparat w Dolinie Miętusiej. Dużą niespodzianką był natomiast film nakręcony 5 września o godz. 9.21 przez fotopułapkę zamontowaną na nartostradzie z Hali Gąsienicowej do Kuźnic. Uchwycił on trzy wilki, w tym dwa wyraźnie mniejsze. Musiały to być tegoroczne młode, gdyż jak wiadomo, wzrost wilczego szkieletu kończy się po około roku od momentu narodzin. Młode wilczki rodzą się w kwietniu lub maju. Te zarejestrowane przez aparat miałyby więc cztery do pięciu miesięcy. Jest to o tyle istotne, że nie udało się w tym roku na terenie TPN potwierdzić udanego rozrodu wilków. Mamy więc pewność, że w tym roku były u nas młode wilki. Otwartą kwestią pozostaje, czy u nas się urodziły. Raczej nie było to w pobliżu miejsca ustawienia fotopułapki. Zbyt mało wilczych śladów obserwowano tu na wiosnę i przez całe minione lato. W tym roku w okolicy Hali Gąsienicowej tylko raz, 14 sierpnia, odnaleziono szczątki cielęcia. Wilcze odchody i tropy też były tu raczej rzadkością. Dopiero pod koniec września zaczęły się tu częściej pojawiać. Podobnie było w 2003 r. Wówczas także wilki z młodymi pojawiły się w tej okolicy dopiero jesienią.

Wiadomo, że wilki zwykle szczenią się w bezpiecznym miejscu, w centrum dość rozległego terytorium. Jak daleko i w którą stronę sięga terytorium wilków zarejestrowanych na filmie – nie mamy pojęcia. Podejrzewamy, że raczej na zachód, bo 13 sierpnia wilk widziany był  pod trzecią podporą kolejki na Kasprowy (inf. Artur Głuszczak), 18 sierpnia na Zahradziskach ofiarą wilków padły dwie owce, a 19 września wilki odzywały się w Dolinie Miętusiej z rejonu Wodniściaka, gdzie słychać było jednak tylko dorosłe osobniki. Ze wschodniej części Tatr też dochodzą do nas informacje o wilkach, są jednak znacznie skromniejsze.

*

Wiosenne liczenie kozic anno domini 2010 odbyło się 30 czerwca, znacznie wcześniej niż w latach ubiegłych. Przy bardzo dobrych warunkach atmosferycznych i odpowiedniej obsadzie w całych Tatrach zaobserwowano 678 kozic, w tym 79 tegorocznych młodych. Na polską stronę przypadło 197 kozic, w tym 19 capów, 73 kozy, 34 koźlęta tegoroczne, 10 koźląt zeszłorocznych i 5 młodych o nierozpoznanym wieku. W przypadku 41 osobników rozpoznano jedynie, że są to zwierzęta dorosłe. O płci i wieku 15 zaobserwowanych kozic nie udało się powiedzieć nic pewnego.

Przez lato nie zaobserwowano ubytków w populacji kozic. Natomiast 7 czerwca pod wierzchołkiem Kopy Magury obserwowano kierdel kilkunastu kozic z młodymi. Wszystkie zachowywały się normalnie. Dopiero oglądając wykonane teleobiektywem zdjęcia, stwierdziliśmy, ze jedna z kozic nie ma lewego oka. W jego miejscu widać było tylko pusty, zapadnięty oczodół. Co ciekawe, koza ta najwyraźniej z powodzeniem prowadziła własne młode, a chwilami opiekowała się także obcym koźlęciem. Jest to o tyle dziwne, że wydawało się nam, iż zdrowa para oczu jest kozicom niezbędna do prawidłowej oceny odległości i co za tym idzie sprawnego poruszania się w trudnym wysokogórskim terenie. Najwyraźniej półślepe kozice też potrafią przeżyć i wychowywać potomstwo. Warto też odnotować obserwację samotnej kozicy, prawdopodobnie capa, dokonaną 23 czerwca na zachodnich zboczach Ornaku (inf. Marzena Trąbicka), gdzie bardzo rzadko te zwierzęta bywają widywane.

*

Rykowisko jeleni rozpoczęło się w ostatnich dniach sierpnia. Szczególne nasilenie miało w rejonie Goryczkowej. Było chyba jednak znacznie bardziej ciche niż w latach poprzednich. Populacja jeleni wciąż jest zdecydowanie mniej liczna niż na początku mijającego dziesięciolecia. Dzieje się tak po części za sprawa wilków, ale niestety także z powodu kłusownictwa. Jest to wciąż bardzo popularne zajęcie wśród mieszkańców Podhala. Ściganie kłusowników wymaga dyskretnego postępowania, nie możemy więc tu opisywać większości sytuacji. Wspomnijmy jedynie, że w czasie rykowiska w Dolinie Smytniej, a więc w rejonie pilnie strzeżonego Kominiarskiego Wierchu, kłusownicy zastrzelili dorodnego byka, czyli samca jelenia. Jego tułów, już bez głowy, został znaleziony 26 września, przez przypadkowego turystę, który nieco „zboczył” ze szlaku. Na szczęście nie zawahał się, aby o swoim znalezisku powiadomić pracowników TPN.

*

Z rejonu Doliny Chochołowskiej pochodzą informacje o śladach obecności dzików. Od końca czerwca do początku września zbuchtowane zostały Polany Jaworzyna, Długa, Przysłop Kominiarski, Niżna Kominiarska, Gronik, Jaworzyna Lejowa, Kopka i ponownie Jaworzyna (inf. Zbigniew Kowalski). Wydra widziana była 19 lipca na Drodze Oswalda Balzera, pomiędzy Chabówką a Cyrhlą, gdy bladym świtem o mały włos uniknęła śmierci pod kołami busa wiozącego pracowników TPN na szkolenie do TANAPU.

*

Na koniec garstka krótkich informacji o ptakach. Na początku lipca na Czarnym Stawie Gąsienicowym obserwowano kaczkę krzyżówkę z 15 pisklętami. 11 sierpnia nad Halą Gąsienicową widziano dwa sokoły wędrowne atakujące orła przedniego. 2 września uczestnicy wycieczki kończącej spotkanie niedźwiedziologów na Kalatówkach (piszemy o nim na stronie ….) mieli okazję przez dłuższą chwilę obserwować sóweczkę w Dolinie Kondratowej. 29 września pomiędzy Kępą a Świstówką Roztocką obserwowano puszczyka zwyczajnego (inf. Marcin Strączek Helios).

Najciekawsza ptasia obserwacja pochodzi ze Słowacji, z Polany pod Wysoką. 12 września miało tam miejsce kolejne spotkanie z niepłochliwym głuszcem. Jak relacjonuje bezpośredni obserwator Wojciech Szatkowski: „Byłem tam z rodzinką i znajomymi (w sumie sześć osób). Około trzynastej dotarliśmy do Polany pod Wysoką i odpoczywaliśmy, gdy z góry sfrunął duży głuszec i wylądował przy potoku, jakieś 15 m od nas. Zrobiłem mu kilka zdjęć, nie podchodziłem, zachowywał się wtedy normalnie. Nagle z taboriska taternickiego nadjechało pięciu rowerzystów. Głuszec rzucił się »biegiem« w pogoń za nimi (przebiegł jakieś 100 m), a następnie wrócił do miejsca, gdzie wylądował, ale  był już wyraźnie pobudzony. Rozłożył wachlarz piór. Gdy podszedłem do niego na 15 m, zaczął atakować, przyspieszył i szykował się do uderzenia dziobem. Wreszcie ruszył ostro w naszym kierunku. Widząc agresję zwierzęcia, weszliśmy na stół i ławkę i czekaliśmy, co się wydarzy. Głuszec po jakichś 15 minutach oddalił się, ale zaatakował ponownie, tym razem mężczyznę, który wchodził na Polanę. Ten zasłonił się kijkami teleskopowymi, też nie miał żadnych wrogich zamiarów wobec ptaka. A głuszec nadal był agresywny. Dlatego podjęliśmy decyzję obejścia go bokiem po lesie. Nasz kontakt z nim to ok. 30 minut”. Fenomen niepłochliwych głuszców to wciąż niewyjaśnione zjawisko, szerzej pisaliśmy o nim w poprzednim numerze i w roku 2004 (nr 8).

Tomasz Zwijacz Kozica, Filip Zięba


«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   1855

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7236761 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 17