tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Kronika wydarzeń przyrod.
Z życia zwierząt - jesień 2007

Czas pomiędzy połową września a początkiem grudnia obfitował w tym roku w opady śniegu. W wyższych partiach Tatr pokrywa śnieżna zalegała niemal przez cały ten okres. Niżej śnieg pojawiał się i znikał, ale i tak można powiedzieć, że warunki do tropienia zwierzyny były tej jesieni bardzo korzystne. Jak w zimie. I zostały wykorzystane, przynajmniej częściowo.

Ścieżki ludzi i zwierząt w Tatrach przecinają się. Często nawet się pokrywają. Czasem udaje się to bezpośrednio zaobserwować, gdy dochodzi do spotkania międzygatunkowego. Częściej jednak jest tak, że ludzie i zwierzęta korzystają z tych samych szlaków, ale o różnych porach. Ludzie najczęściej w okolicy południa. Zwierzęta zwykle bladym świtem i o zmierzchu. Ale nie jest to regułą. Ludzie wbrew obowiązującemu do końca listopada zakazowi często spacerują po parku nocą, a zwierzęta przełamują wewnętrzne opory i czasem wręcz szukają kontaktu z ludźmi w biały dzień. Gdy na ziemię spadnie śnieg, łatwo jest się przekonać, kto lub co szło szlakiem przed nami.

Jesień nie sprzyjała niedźwiedziemu otłuszczaniu się. W początkach września intensywne opady śniegu wygnały je z hal, na których wciąż jeszcze było sporo borówek. W partiach reglowych, zwłaszcza dolnoreglowych, śniegu nie było za wiele, mogły więc łatwiej znaleźć coś na ząb. Po kilku dniach śnieg ustąpił na tyle, że co najmniej trzy niedźwiedzie wróciły na wysokogórskie borówki, które – choć nieco przemrożone – wciąż stanowiły niezłe źródło węglowodanów. Między 13 a 18 września niedźwiedzie te widziane były niemal równocześnie w Obwodzie Ochronnym Gąsienicowa w rejonie Stawów Gąsienicowych (liczne obserwacje), w Obwodzie Ochronnym Kuźnice na Kondratowej (4 niezależne obserwacje) oraz w Obwodzie Ochronnym Morskie Oko pod Opalonym Wierchem (inf. Grzegorz Bryniarski).

21 września niedźwiedź tropiony był w rejonie Furkaski. W tym czasie odnotowano także obecność niedźwiedzich tropów na wysokości powyżej 2000 m n.p.m. Na tej wysokości wciąż było sporo śniegu, dzięki czemu udało się stwierdzić, że około 23 września niedźwiedź wspiął się po stromych trawkach ze Świstówki Waksmundzkiej na grań pomiędzy Małą a Wielką Koszystą i poszedł w stronę Krzyżnego (inf. Cezary Wagner).

Pod koniec września i w pierwszej połowie października pogoda była dość sprzyjająca, śnieg czasem padał, ale niezbyt obficie i dość szybko się topił. Mimo to niedźwiedzie przestały się pokazywać na wysokogórskich borówczyskach. Możliwe, że borówki, nękane nocnymi przymrozkami, straciły dla nich wszelkie walory smakowe i odżywcze. Druga połowa października obfitowała w opady śniegu, także w reglach. Warunki do tropienia zwierzyny były bardzo dobre, a niedźwiedzie raczej jeszcze nie poszły spać. Dlatego dziwi fakt, że z tego okresu mamy tylko pojedyncze informacje o obserwacjach i tropieniu niedźwiedzi w partiach reglowych – w rejonie Doliny Bystrej i Doliny Chochołowskiej. Ta ostatnia dolina nie okazała się dla jednego z młodych niedźwiedzi zbyt szczęśliwa (więcej na str. 36).

Od 3 do 18 listopada brak jakichkolwiek informacji o obecności niedźwiedzi w TPN. Śnieg przykrył karmę roślinną, a mimo to nienapasione do końca zimowe śpiochy w ogóle nie sprawiały problemów (jeśli nie liczyć jednego nieszczęśnika, który ponoć napadł na turystów). Nie zaglądały do przyschroniskowych śmietników, nie podkradały makaronu zakonnikom, nie wyrywały okiennic w leśniczówkach, nie zakradały się do podtatrzańskich zagród i nie wybijały owiec oraz jałówek ani nie rozbijały pszczelich pasiek. Nie pojawiały się też na padlinie pozostawionej przez wilki i rysie. Niedźwiedzie zamieszkujące TPN, w liczbie około piętnastu osobników, jak to ostatnio oszacowano, poszły „niewiadomogdzie” i żywiły się „niewiadomoczym”.

Co się więc z nimi mogło stać? Możliwe są dwa wyjścia – wszystkie na raz poszły spać (jak to ogłoszono w Polskim Radiu) albo wyemigrowały poza obszar Tatr Polskich (na przykład do słowackich paśników, bogato zaopatrzonych w przeróżne smakołyki). Gdyby były obecne w parku i aktywnie poszukiwały pokarmu, jakaś informacja o tym powinna dotrzeć do TPN, gdyż w tym czasie prowadzono dość intensywne tropienia wilków i rysi.

Ożywienie nastąpiło 19 listopada. Ni z tego, ni z owego niedźwiedzie tropy pojawiły się w różnych częściach TPN, ale raczej tych niżej położonych. Między innymi na Nosalu, gdzie żerowały na bukwi, czyli opadłych z drzew nasionach buka (inf. Dariusz Koszarek i Andrzej Łukaszczyk-Michalak). Trudno powiedzieć, jak dużo tych niedźwiedzi nagle się pojawiło. I skąd. Chyba jednak nie było ich zbyt wiele, najwyżej 3–4. Były za to bardzo ruchliwe. Jeden z nich tropiony był na trasie od Polany Kasprowej po Koszystą. Świeży trop zauważył na nartostradzie z Hali Gąsienicowej podleśniczy Jan Polak. Trop przez dłuższy odcinek prowadził wzdłuż nartostrady, po śladach nart. Tropienie w piętkę, czyli w kierunku skąd niedźwiedź przyszedł, prowadziło przez Wielką Kopę Królową, Przełęcz miedzy Kopami, Dolinę Jaworzynki i Czoła Jaworzyńskie do Polany Kasprowej. Tropienie w palce, czyli w kierunku za niedźwiedziem, musiało być prowadzone tak, aby przypadkiem nie niepokoić szukającego schronienia zwierzęcia. Pomimo tej trudności stwierdzono, że niedźwiedź przeszedł przez obie Polany Pańszczyckie i wzdłuż górnej granicy lasu skierował się w stronę grani Koszystej. Cała trasa pokonana przez niego w czasie prawdopodobnie nie dłuższym niż 2–3 godziny, wynosiła nieco ponad 8 km, przechodziła przez 4 obwody ochronne i 3 gminy. Bez większego problemu mógł on jednego dnia przywędrować z Orawy, a powędrować dalej na Spisz. Być może to właśnie jego tropy zaobserwowane były 24 listopada w Dolinie Roztoki (inf. Andrzej Śliwiński).

Kilka dni później na nartostradzie z Hali Gąsienicowej znowu pojawiły się niedźwiedzie tropy wiodące w kierunku Suchej Wody. Tym razem były to tropy niedźwiedzicy z dwójką młodych, prawdopodobnie tegorocznych. Okoliczności pozwoliły prześledzić ich trasę na odcinku znacznie krótszym, od Wysokiego po Suchą Wodę. Tropienie przyniosło jednak ciekawe wyniki. Niedźwiedzia rodzina próbowała układać się do snu w niewielkiej jaskince, zinwentaryzowanej pod nazwą Nyża nad Olczyską I. Spędziła tu jednak najwyżej kilka dni, po czym poszła dalej na południowy wschód. Być może wypłoszyły ją wojskowe śmigłowce, które pomimo braku odpowiednich ministerialnych zezwoleń intensywnie szkoliły się na terenie parku, latając także nad Doliną Olczyską. Przed wejściem do Nyży stwierdzono ślady podobne do obserwowanych w pobliżu innych jaskiń wykorzystywanych do gawrowania przez niedźwiedzie – świerk obłamany z gałęzi i pozbawiony wierzchołka oraz ślady zębów na pniu. Ślady te interpretowane bywają jako naciąganie zdrętwiałej szczęki po śnie zimowym. Pozostawienie ich przez niedźwiedzicę, która jeszcze nie zdążyła wpaść w odrętwienie, może świadczyć przeciwko tej tezie przyjętej bezkrytycznie za jednym z uczonych radzieckich.

Bardzo często tropiono wilki. Ich ślady były praktycznie wszędzie tam, gdzie obecne były jelenie. W Dzień Zaduszny zapędziły się nawet ponad górną granicę lasu, na Halę Gąsienicową, gdzie już od połowy października nie było śladu żywego jelenia. Pod śniegiem były natomiast kości łani zagryzionej w sierpniu. Zostały one odszukane i odgrzebane przez wilki, ale wiele pożywienia na nich już nie było. Pomimo wielu tropień trudno powiedzieć, jak liczne watahy przemieszczały się po terenie TPN i ile ich było. Jedna, dwie czy może trzy.

Tropy wilków często przecinały się z tropami psów, które całymi sforami uganiają się za zwierzyną w reglowej części parku. A że tropy psów i wilków nie są łatwe do odróżnienia, niewykluczone, że niektóre jelenie zabite dla zabawy przez domowe zwierzęta zaliczone zostały w poczet wilczych ofiar. Nieco łatwiej rozpoznać tropy rysie. Tej jesieni było ich dość dużo. Także i one przecinały się z wilczymi, dlatego nie zawsze dało się w stu procentach ustalić, kto upolował zdobycz, konsumowaną przez kilka następnych dni przez przedstawicieli obu gatunków w towarzystwie kruków, sójek i lisów. Tak było na przykład w przypadku łani zagryzionej 24 października w Jaworzynce.

Łatwe w identyfikacji lisie tropy widziane były praktycznie wszędzie. Od północnych granic parku po wysokie szczyty. Nie znaczy to wcale, że lisy są bardzo liczne. Są po prostu ruchliwe, a przez to trudno policzalne. Natomiast dziki, rzadko i nie każdego roku widywane w granicach TPN, w listopadzie tropione były w okolicach Wierchu Porońca (inf. Zbigniew Mierczak) i Małego Cichego (inf. Bożena Wajda).

Rykowisko jeleni trwało ze zmienną intensywnością do połowy października. Jak co roku od kilku lat swoje wdzięki prezentował znany czytelnikom „Tatr” byk – „Asfalt”. W tym roku nałożył on poroże nieregularnego dwunastaka, to znaczy, że na jednej tyce ma sześć odnóg, a na drugiej mniej, w tym wypadku pięć. Przypominamy, że liczba odnóg nie odzwierciedla bezpośrednio wieku jelenia. „Asfalt” ma około 7–9 lat. Pewne cechy poroża u jeleni są stałe, choć z wiekiem ulegają modyfikacji. Dlatego możemy być prawie pewni, że „Asfalt” to „Asfalt”.
 Tymczasem jeleni, które wzorem „Asfalta” pojawiają się na drodze do Kuźnic i liżą sól z asfaltu, przybywa. Są wśród nich byki, łanie i cielęta. Można je regularnie nocą obserwować w świetle latarni, których ostatnio sporo przybyło na terenie rewitalizowanego zespołu dworsko-parkowego.

Tegoroczne liczenie kozic, dzięki pokrywie śnieżnej można nazwać tropieniem kozic. Odbyło się ono w dniach 29–30 października, jednak pogoda dopisała tylko pierwszego dnia. Łącznie w całych Tatrach doliczono się 532 kozic, z czego na stronę polską przypadło 108. Liczy się jednak tylko kozice obserwowane bezpośrednio. Tropy natomiast jedynie pomagają w zlokalizowaniu zwierząt.

Śnieg spadł na tyle wcześnie, że zanim świstaki poszły spać, można je było także tropić. Na przykład 10 września na szlaku na Zawrat, ponad Zmarzłym Stawem. Jak co roku, nie wszystkie świstaki poszły spać równocześnie – 21 września nora w Świnickiej Kotlince była już zamknięta zabitką, a następnego dnia słyszano je w Kondratowej, a obserwowano w Koprowym Żlebie. Tego samego dnia obserwowano, a nawet sfotografowano świstaka, który wyszedł z Doliny Cichej i przez Goryczkową Przełęcz nad Zakosy powędrował na zbocza Pośredniego Wierchu Goryczkowego. Świstak ten mógł wracać do Dolinki Świńskiej, gdzie od dawna żyje jedna rodzina. Mógł to być też migrujący osobnik, który na zawsze opuścił swoją macierzystą norę i próbuje znaleźć nowe miejsce do życia w Kotle Goryczkowym. Jest więc szansa, że niedługo świstaki wrócą do kolejnej tatrzańskiej dolinki.

Tropić można także ptaki. Zwłaszcza te, które dużo chodzą na piechotę. Na przykład kuraki, zwane też ptakami grzebiącymi. Z trzech gatunków występujących w Tatrach ostatnio dość często widywane i tropione były głuszce i jarząbki, a cietrzewie prawie wcale. Niektóre obserwacje głuszców były dłuższe niż zwykle, kiedy tylko przez parę sekund mamy okazję podziwiać spłoszonego, wielkiego czarnego kuraka.

Pod koniec września 2007 r. młody i zdrowy głuszec kogut pojawił się we wsi Czarna Góra, około 7 km od granic TPN, poza otuliną parku. Został złapany przez myśliwych z koła łowieckiego, które bezpośrednio graniczy z tą częścią parku, i wypuszczony w rejonie Zgorzeliska. Nie został jednak zaobrączkowany ani w żaden sposób oznakowany. Po kilku dniach prawdopodobnie ten sam kogut pojawił się we wsi Bukowina Tatrzańska, odległej o niespełna 2 km od miejsca wypuszczenia. Niemal przez miesiąc pozostawał we wsi lub w jej okolicy, żerując w ogródkach wraz z ptactwem domowym. Czasem był zamykany w szopie z indykami. Zjawisko zupełnej niepłochliwości dzikich ptaków zdarza się czasem wśród głuszców. Jest to prawdopodobnie wynik zaburzeń w gospodarce hormonalnej lub nieprawidłowego przebiegu procesu imprintingu, czyli wdrukowania, jaki ma miejsce u piskląt w pierwszych chwilach życia.

U koguta z Bukowiny nie zaobserwowano jednak prób tokowania, przejawów agresji ani zachowań terytorialnych, jakie zwykle towarzyszą tym nieprawidłowościom. Można więc podejrzewać, że nie były to zaburzenia zachowania, a objawy oswojenia. W porozumieniu z Wojewódzkim Konserwatorem Przyrody, 26 października głuszec został odebrany od mieszkańca Bukowiny Tatrzańskiej i przekazany przez pracowników TPN do hodowli wolierowej w nadleśnictwie Wisła. Może będzie miał okazję wykazać się w prowadzonym przez Lasy Państwowe programie reintrodukcji gatunku.

Następnego dnia po południu inny kogut głuszec stał na drodze w Dolinie Suchej Wody, kilkaset metrów poniżej schroniska „Murowaniec”, w czasie, gdy ratownicy TOPR jechali na swoje święto. Nie spłoszył się zbytnio, ale dostojnie odszedł w las (inf. Andrzej Kapłon). Podobne spotkanie głuszca i ludzi w samochodzie miało miejsce rano 11 listopada na Drodze Oswalda Balzera w rejonie Wierchu Porońca (inf. Janusz Machowski).

Znacznie bardziej płochliwe, ale często i licznie widywane (sześć osobników 20 września pod Wielką Kopą Królową – inf. Jan Polak – lub 13 października trzy osobniki żerujące na pączkach wierzb i jarzębin powyżej „Murowańca”) były jarząbki. Nie mamy niestety obiektywnych danych na temat tego gatunku. Jednak według subiektywnych odczuć kilku obserwatorów, tej jesieni liczebność populacji jarząbków była nieco większa niż w latach poprzednich. Podobne subiektywne odczucia towarzyszą ocenie liczebności populacji wiewiórek, które prawdopodobnie pozytywnie zareagowały na urodzaj świerkowych szyszek, oraz kun, które pozytywnie zareagowały na urodzaj wiewiórek.

Tropienie przelotnych ptaków raczej nie wchodzi w rachubę. Można co najwyżej zadrzeć głowę do góry i obserwować, co pojawia się na jesiennym niebie nad Tatrami. Tej jesieni, jak co roku, dokonano kilku przypadkowych obserwacji, ale niestety nie mówią one nic ani o jakości, ani o skali zjawiska. Przykładowo 24 października nad Liliowem zauważono 24 żurawie, a 21 listopada samca błotniaka zbożowego walczącego z podmuchami wiatru nad Halą Gąsienicową. Nim ukaże się następny numer „Tatr”, niektóre z wędrownych ptaków być może uda nam się zobaczyć w drodze powrotnej.


Tomasz Zwijacz Kozica
Filip Zięba


«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   2506

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7346631 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 11