tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Kronika wydarzeń przyrod.
z życia zwierząt - zima 2007
fot. Tomasz Zwijacz - Kozica

Krótka, ale hałaśliwa


    Mijająca zima była dość łaskawa dla tatrzańskiej zwierzyny. Przynajmniej jeśli chodzi o aurę. Nie było ani zbyt długich i silnych mrozów, ani zbyt grubej pokrywy śnieżnej. Często wiało, i to mocno. Ludzie zatroszczyli się jednak, aby ta zima nie była zbyt lekka dla zwierząt, które zapadły w stan hibernacji lub nie wyemigrowały do ciepłych krajów.


    Wśród tych, co nie odlatują do ciepłych krajów, jest większość sów. Największe z nich, puchacze, powinny już od lutego, marca wysiadywać jaja. Miesiąc, dwa później do lęgów przystępują najmniejsze sowy, czyli sóweczki. Puchacz, choć jest ptakiem potężnym, nie daje się łatwo zauważyć. Decyduje o tym jego nocny tryb życia i duża płochliwość. Zupełnie inaczej niż u sóweczki. Nasze najmniejsze sowy chętnie polują w dzień. Są też znacznie mniej płochliwe. O puchaczach nie mamy od dawna żadnych nowych informacji, choć na pewno jeszcze w Tatrach nie wyginęły. Puchacza widziano tylko raz, na początku marca, w rejonie Kop Sołtysich (inf. Zbigniew Mierczak). Niestety niewiele obserwacji dotyczy także sóweczki. Obserwowano ją tylko raz i to poza Tatrami, a dokładniej 26 listopada ubiegłego roku, na polanie Ciepłówka pod Palenicą Kościeliską (inf. Jarosław Wenta). Na niedalekiej Polanie Cichej pod Magurą Witowską słychać było tokujące sóweczki 10 marca bieżącego roku. Natomiast w samych Tatrach tokujący samiec sóweczki słyszany był 8 lutego w rejonie Polany Królowej Niżnej. Termin toków był stosunkowo wczesny, ale jaka zima takie terminy. W tym samym rejonie słyszano tokującego samca sóweczki także w ubiegłym roku, co pozwala przypuszczać, że jest to jego stałe terytorium lęgowe. Pewien niepokój o przyszłość tego stanowiska może budzić wprowadzona z początkiem bieżącego roku zmiana rodzaju ochrony Polany Królowej ze ścisłej na czynną.

    Zimę w Tatrach spędzały zapewne także inne sowy: puszczyki zwyczajne i prawdopodobnie znacznie odeń rzadsze puszczyki uralskie, stosunkowo liczne uszatki i przynajmniej część miejscowej populacji włochatki. Wszystkie te gatunki też powinny już przystępować do lęgów. Od lutego, marca trwa okres ich wzmożonej aktywności głosowej, pozwalający na stosunkowo dokładne określenie ich terytoriów lęgowych. Brak jednak nowych informacji na temat występowania tych sów w TPN.

    Zimą dość łatwo można wypatrzyć najmniejsze tatrzańskie ptaki, czyli mysikróliki. Szczególnie wśród gęstych świerków, gdzie stadka tych kolorowych ptaszków poszukują pokarmu. Są one stosunkowo odporne na mróz, jednak 4-5 gramów życia łatwo ulega śmiertelnemu wychłodzeniu. Obecna, względnie lekka zima okazała się tragiczna dla trzech samic i dwóch samczyków tego gatunku, które wspólnie schroniły się przed mrozem w starej budce lęgowej obok Polany Waksmundzkiej. Ich truchła, ważące razem około 20 gram, czyli mniej niż jeden wróbel, znaleziono 13 lutego w czasie kontroli i czyszczenia budek.

    Z dużych ptaków zimą najłatwiej zauważyć kruki (jeśli nie liczyć stalowych „Sokołów” i „Migów”, ale o tym później). Miniona zima nie należała pod tym względem do wyjątków. Czarne, charakterystyczne sylwetki kruków były często widoczne na tle nieba i śniegu. W wigilię Wigilii para kruków pojawiła się w Zakopanem, na Rondzie Jana Pawła II, skąd jednak przegoniły ją wrony siwe. Kruki składają pierwsze jaja już w lutym, o czym szerzej pisze Zbigniew Mierczak na str. 46-48. W tym sezonie zlokalizowano dotychczas zaledwie dwa zajęte gniazda kruka – oba były wykorzystywane także w roku ubiegłym. Od listopada nie obserwowano większych stad koczujących kruków nielęgowych. 6 marca cztery kruki krążyły nad Małą Koszystą, ale były to raczej dwie pary – niewykluczone, że właśnie te, które zajmują oba znane gniazda. Na padlinie, przy ofiarach wilków i rysi, kruki pojawiały się rzadko i raczej pojedynczo lub parami.

    O rozległości terytoriów zajmowanych przez poszczególne krucze pary lęgowe w Tatrach nie wiemy praktycznie nic. Pewną poszlaką wskazującą, że mogą to być terytoria bardzo rozległe i obejmujące zróżnicowane siedliska jest na przykład obserwacja z 24 lutego. Tego pogodnego dnia para kruków przez dłuższy czas krążyła w rejonie Kozich Czub, przysiadając i żerując na skalnych półkach w ich północnej ścianie. Po pewnym czasie ptaki zakołowały nad Kozią Dolinką i skierowały się wprost na północ, dokładnie w kierunku odległego o 4,5 km Zawratu Kasprowego. Powiększenie lornetki pozwalało śledzić ich lot przez około połowę tego dystansu. W tym czasie ptaki konsekwentnie, w linii prostej, zmierzały w stronę gniazda na ścianie Zawratu.

    W górach Szkocji terytoria lęgowych par kruka mają wielkość 6 200-8 700 ha. Pomimo stosunkowo łatwej dostępności pokarmu (padlina licznych tam jeleni) jest to wartość bardzo duża, a zagęszczenie kruków małe. Jak się uważa, przyczyną tego jest być może konkurencja ze strony orłów przednich. Gdyby wyniki szkockich badań przenieść wprost na warunki tatrzańskie, należałoby przyjąć, że mamy zaledwie kilka par kruków. W Tatrach jednak żyje znacznie mniej orłów niż w Szkocji, zagęszczenie kruków może być więc większe. Wydaje się jednak, że liczba 30-40 par lęgowych, od wielu lat podawana w zestawieniach statystycznych dla TPN, jest, delikatnie rzecz ujmując, nieco zawyżona. Zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę, że w okresie lęgowym kruków, znaczny obszar Tatr to śnieżna pustynia. A kruki to nie kuraki, pędami kosówki i świerka się nie pożywią. Ani nasion z szyszek nie wydłubią, a tego pożywienia ostatnio też nie za wiele, o czym świadczą nielicznie tylko widywane krzyżodzioby. Kruki nie mają też zimowych spiżarni tak jak orzechówki. Bardzo łatwo natomiast wyszukują wszelkie odpadki porzucone przez ludzi, patrolują szlaki i wszelkie miejsca przez turystów odwiedzane.

 

fot. Tomasz Zwijacz - Kozica
    TPN uczestniczył w dalszym ciągu w programie ochrony głuszca i cietrzewia, finansowanym przez Ekofundusz. Niestety, w najbliższym czasie nie należy się spodziewać istotnej poprawy sytuacji populacyjnej tych nieodlatujących na zimę zagrożonych wyginięciem gatunków. Wręcz przeciwnie. Mijający sezon zimowy był kolejnym, w którym dał się zauważyć wzrost popularności narciarstwa pozatrasowego – foczenia, telemarkowania, powderingu, frirajdingu i innych mutacji walki z nudą narciarstwa przykolejkowego. Gęstniejąca sieć śladów narciarskich oplatała także stanowiska cietrzewi i głuszców, zwłaszcza w pobliżu Kasprowego Wierchu, którym podobno zwolennicy foczenia pogardzają. Im dalej od Kasprowego tym narciarzy mniej, ale ich wpływ na zwierzęta może być o wiele bardziej niekorzystny.

    Jeszcze bardziej niekorzystny będzie zapewne wpływ kolejnych śmigłowcowych manewrów wojskowych, jakie miały miejsce w parku narodowym w lutym i marcu. Jeśli w rejonie Pośredniego Goryczkowego i Dolinki Świńskiej, gdzie dawniej obserwowano tokowiska cietrzewi, jakieś ptaki wytrzymały nerwowo inwazję narciarzy, to po manewrach należy się spodziewać, że już ich tam nie ma. To samo dotyczyć może głuszców bytujących dawniej w Suchej Kasprowej i między Myślenickimi Turniami a Goryczkową, gdzie jazdę po lesie upodobali sobie między innymi Skandynawowie. Jeśli zagrożone wyginięciem kuraki na stałe opuszczą ten rejon Tatr, nie uda się jednoznacznie stwierdzić, czy winę za to ponoszą narciarze łamiący parkowe przepisy (pomimo ich niedawnej, znacznej liberalizacji), zwiększenie przepustowości kolejki na Kasprowy Wierch czy też hałaśliwa militaryzacja parku narodowego.

    Tym razem śmigłowcowe szkolenie wojskowe w TPN odbywało za zgodą Ministerstwa Środowiska. Zgodnie z decyzją ministra, szkolenia żołnierzy Wojsk Lądowych z użyciem śmigłowców bojowych mogły się odbywać tylko na niektórych obszarach TPN. Ze względu na potrzebę ochrony kozic, orłów i cietrzewi wykluczono możliwość prowadzenia szkoleń w strefie wysokogórskiej, z wyjątkiem rejonu Kasprowego Wierchu, gdyż, jak napisano w decyzji, „ruch narciarski oraz zdarzające się loty śmigłowca ratowniczego przyczyniły się do tego, że kozice nie przebywają w ciągu dnia w otoczeniu tras narciarskich”. Trochę dziwnie brzmi ta informacja w zestawieniu z inną decyzją ministra zezwalającą na modernizację kolejki na Kasprowy, między innymi pod warunkiem niepogorszenia sytuacji bytujących tu kozic, i nakazującą Polskim Kolejom Linowym ich coroczną inwentaryzację.

    Kozice bywają dość często obserwowane w bezpośrednim sąsiedztwie tras narciarskich, zimą i latem. Przy dużym natężeniu ruchu turystycznego i narciarskiego trzymają się w pewnym oddaleniu, na przykład tuż pod granią Uhrocia od strony Suchej Kasprowej. Niejednokrotnie zdarzało się też, że wchodziły na samą trasę. Przed laty cap zaplątał się nawet w siatki mające chronić narciarzy przed wypadkiem, co przypłacił życiem. Oczywiście, gdy pojawia się śmigłowiec, wszystkie dzikie zwierzęta reagują nerwową ucieczką. Na szczęście wypadki nie zdarzają się codziennie, a śmigłowiec w czasie akcji ratunkowej szybko załatwia sprawę i odlatuje w kierunku szpitala. Po chwili wraca spokój, a zwierzęta wracają do codziennej walki o przetrwanie. W przypadku manewrów, całodzienny hałas kilku latających na raz maszyn raczej nie dawał zwierzynie szansy na normalne żerowanie i odpoczynek. Huk ten był przykry także dla ludzi, którzy czasem skarżyli się, że nie po to przyjechali w góry, żeby się nabawić bólu głowy od hałasu helikopterów.

    O dziwo, pomimo ustawicznego niepokojenia, kozice nie opuszczają rejonu Kasprowego Wierchu. Kierdel 8 kozic przepłoszony na Słowację w czasie listopadowych manewrów (patrz poprzedni numer „Tatr”) wrócił do Polski i zimuje w rejonie Uhrocie Kasprowe – Kopa Magury – Zawrat Kasprowy. W tej okolicy przebywa obecnie co najmniej 19 kozic, gdyż właśnie tak duży kierdel widziano 12 lutego na zboczu Małej Kopy Królowej. Większość z nich wchodziła zapewne w skład jeszcze większego, bo liczącego 24 osobniki kierdela, widzianego latem na stokach Skrajnej Turni. Jest wśród nich charakterystyczna koza bez prawego haka. Ta na pierwszy rzut oka widoczna niedoskonałość, nie czyni jej nieatrakcyjną w oczach capów, gdyż corocznie rodzi i odchowuje potomstwo. Nie zauważono również, aby była w jakikolwiek sposób dyskryminowana przez inne kozy.

    Kozie kierdele nie są trwałe i niezmienne. Często rozpadają się na mniejsze ugrupowania, po czym znowu łączą w większe stada o różnej konfiguracji. Poszczególne osobniki mogą przechodzić z jednego kierdela do innego. Dlatego nie należy mówić o areałach poszczególnych kierdeli, bo to jest zjawisko wirtualne. Realny jest tylko osobnik i w zoologii behawioralnej zwykło się określać areały osobnicze. Areał osobniczy obserwowanej już od kilku lat kozy bez prawego haka obejmuje północno-zachodnie zbocza Świnicy, Pośrednią i Skrajną Turnię, Kasprowy Wierch po Suchą Czubę, Uhrocie Kasprowe, Zawrat Kasprowy, Kopę Magury i zachodnie zbocza Małej Kopy Królowej, a prawdopodobnie także skałki nad Doliną Cichą.

    Najpewniejszą metodą określania areałów osobniczych zwierząt jest ich znakowanie i telemetria. Wymaga to odłowienia zwierzęcia, dlatego czyni się to tylko wyjątkowo, a luki w wiedzy na ten temat próbuje się wypełnić informacjami nieco mniej pewnymi, uzyskanymi na przykład poprzez obserwacje charakterystycznych osobników. Takim charakterystycznym osobnikiem jest choćby znany już czytelnikom „Tatr” jeleń zwany „Asfaltem”, który minione lato spędził w Dolinie Bystrej, a na zimę poszedł do Doliny Białego. Sól na asfalcie na Drodze do Kuźnic ma też innych amatorów. 7 lutego, tuż po północy obserwowano pięć łań, które idąc od Krokwi w stronę Nosala, zatrzymały się na asfalcie tuż poniżej bramy prowadzącej do rewitalizowanego zespołu dworskiego. Korzystając z nocnej przerwy w ruchu drogowym na coraz ruchliwszej arterii łączącej Zakopane z wnętrzem Doliny Bystrej, na dłuższy czas przystanęły na utrzymywanej „na czarno” jezdni i zlizywały jej powierzchnię.

    Dla jeleni i saren, mijająca zima nie należała do najlżejszych. I to mimo faktu, że były interwencyjnie dokarmiane. Nie cierpią co prawda głodu i mrozu, ale nie mają wytchnienia od drapieżników. Wilki regularnie polują na nie, zwłaszcza w zachodniej części parku. Wilcze watahy, liczące kilka – kilkanaście osobników, a nawet do 12 sztuk, tropione były w Chochołowskiej, Lejowej, Kościeliskiej, Miętusiej, dolinkach reglowych, w Jaworzynce, a także w rejonie Zazadniej i Łysej Polany. Nie wychodziły jednak ponad górną granicę regla dolnego, bo po prostu nie miały tam czego szukać. Jelenie, ich główne ofiary, jak co roku skoncentrowały się w lasach dolnoreglowych, a część z nich wyszła poza obszar Tatr. 8 lutego udało się bezpośrednio zaobserwować trzy wilki na zboczu Krokwi nad Doliną Białego (inf. Radosław Mateja). Dramatyczny przebieg miało zdarzenie odczytane na podstawie tropów 22 lutego w rejonie Zazadniej. Między 8 a 9 rano wilk zaatakował łanię w potoczku, za szkółką leśną na Brzanówce. Uczepił się jej i został przez nią poniesiony kilkaset metrów w dół wzdłuż potoczku, przez podwórko osady leśnej, aż do Potoku Filipczańskiego, gdzie obficie krwawiąca łania zakończyła życie (inf. Józef Gał). Nieco rzadziej tropiono rysie, najczęściej w rejonie Korycisk i Zazadniej. Ich ofiarami padały zazwyczaj sarny. W rejonie Zazadniej, u wylotu Doliny Filipki, 300 metrów od szlaku, widziano także żerującego zająca (15 lutego, inf. A. Chowaniec). Obserwacja ta jest o tyle ciekawa, że tatrzańskie szaraki, choć pozostawiają dość liczne ślady i tropy, niechętnie wystawiają się na widok publiczny. Jak zwykle dość często tropiono lisy i kuny, przy czym wydaje się, że przynajmniej w okolicy Hali Gąsienicowej kuny były liczniejsze niż w ubiegłych latach, a lisy nieco rzadsze. Kilkakrotnie tropiono także i wydry: 15 lutego przy Toporowych Stawach (inf. Andrzej Śliwiński), 13 lutego w rejonie Szerokiego Żlebu, podążającą od Filipki w stronę Białki (inf. A. Chowaniec) i 7 marca pomiędzy Przyporniakiem a Filipką (inf. Stanisław Żegleń).

    Tatrzańskie drapieżniki zmarnowały niepowtarzalną okazję skosztowania egzotycznego mięsa. Tuż przed Bożym Narodzeniem z prywatnej hodowli w Zakopanem uciekły trzy renifery. Znudziło im się pozowanie do zdjęć ze Świętym Mikołajem i wybrały się na wycieczkę w Tatry. Zajrzały na Goryczkową, a w Wigilię udały się na Kondratową, gdzie zapędziły się aż pod Suchy Wierch Kondracki na wysokość 1700 m n.p.m. Wydawało się nawet, że przekroczą granicę i wzbogacą faunę Słowacji. Renifery nie osiągnęły jednak głównej grani Tatr. Odwiedziły jeszcze dolinki reglowe i przed sylwestrem wróciły do zagrody na kempingu pod Krokwią. A jeśli o sylwestrze mowa, to niestety z roku na rok staje się on coraz  bardziej hałaśliwy i bardziej „błyskotliwy”. I nie chodzi bynajmniej o petardy czy race świetlne odpalane przy schroniskach. To były raczej incydentalne przypadki. Natomiast z dołu, od Podtatrza dochodził odgłos istnej kanonady. Można było odnieść wrażenie, że w pobliżu ulokował się front straszliwej wojny. Huk i błysk docierał daleko w głąb dolin, przekraczając niższe grzbiety i granie. Fajerwerkowe szaleństwo nie jest już skoncentrowane w Zakopanem. Szeroko rozlało się ono po okolicy. W doliny Tatr Wysokich szczególnie rażące światło i huk docierają ze stacji narciarskiej na Zgorzelisku. Trudno jest ocenić wpływ tego zjawiska na faunę TNP. Jeśli się jednak weźmie pod uwagę, że zimą wiele gatunków zwierząt schodzi w cieplejsze i mniej śnieżne niższe rejony gór, bezpośrednio sąsiadujące z Podtatrzem, to można sobie wyobrazić, że taka noc musi być dla nich nie lada stresem.

    Pomimo niezbyt mroźnej zimy stare i młode niedźwiedzie mocno spały. Ostatni raz tropiono je w pierwszych dniach grudnia na Hali Królowej Wyżniej. Od tego czasu brak jakichkolwiek śladów aktywności niedźwiedzi. Potwierdza to tezę, że ich snem zimowym w większym stopniu steruje zegar biologiczny niźli aura. Już niedługo zapewne ujrzymy pierwsze niedźwiedzie tropy na śniegu, nawet jeśli zima zdecyduje się wrócić i zostać do lata.

PS Już po napisaniu powyższego tekstu dotarły do nas informacje o pierwszych tej wiosny tropach niedźwiedzi, które pojawiły się w Dolinach Chochołowskiej i Kościeliskiej.
(tekst ukazał się w kwartalniku "Tatry")
Tekst: Filip Zięba, Tomasz Zwijacz Kozica

«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   5372

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7336280 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 9