tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Zwierzęta Tatr
Niedźwiedź to nie synantrop

Niedźwiedź to nie synantrop

„Wskutek synantropizacji zwierzęta uzależniają się od człowieka i bardzo szybko, z różnych przyczyn, giną”. Tak napisano w pożytecznej skądinąd broszurze Niedźwiedź to nie miś. Trudno się z tym zgodzić, bo istotą synantropizacji jest właśnie fakt, że pewne zwierzęta zyskują konkurencyjną przewagę nad innymi dzięki temu, że przestają unikać ludzi. Z niedźwiedziami jest dokładnie na odwrót. Ośmielone osobniki szybko giną i dlatego raczej nie należy mówić na nie „synantropy”. Jak więc nazywać takie niedźwiedzie?

W polskiej literaturze naukowej i popularnej niedźwiedzie podchodzące do ludzi, korzystające z antropogenicznych źródeł pokarmu, zwłaszcza z pozostawianych przez ludzi odpadków, zwane są synantropami. Wyjątek stanowią niedźwiedzie atakujące zwierzęta hodowlane, niszczące pszczele pasieki, sady, uprawy rolne i ogrodowe. Wobec tych zjawisk, które prawdopodobnie zdarzają się od czasu, gdy ludzie nauczyli się uprawy roślin i hodowli zwierząt, nie używa się słowa synantropizacja. Rzecz jest o tyle dziwna, że mechanizm kierujący tymi zachowaniami jest dokładnie ten sam – oportunizm w zdobywaniu pokarmu połączony z przezwyciężeniem ewentualnych obaw przed człowiekiem i służącymi mu psami.

Silnie zakorzenione w naszej świadomości określenie „niedźwiedź synantrop” nie ma odpowiednika w piśmiennictwie angielskojęzycznym. Takie osobniki zwane są m.in.:

food conditioned bears (niedźwiedzie uwarunkowane na pokarm),

nuisance bears (niedźwiedzie naprzykrzające się, natarczywe),

habituated bears (niedźwiedzie niepłochliwe lub oswojone),

problem bears (niedźwiedzie problemowe).

Określenia te są stosowane zamiennie, ale nie są synonimami, gdyż np. nie każdy niepłochliwy niedźwiedź musi być uwarunkowany na pokarm, nękający lub wręcz problemowy. Żadne z tych określeń nie jest nadrzędne w stosunku do pozostałych i nie ma ścisłej definicji. Mają one raczej charakter intuicyjny. Na świecie naukowcy zajmują się raczej poznawaniem mechanizmów niż wymyślaniem coraz to nowych definicji. W przeciwieństwie do trendów w nauce światowej, w Polsce próbuje się definiować „stopnie synantropizacji niedźwiedzi”, jednak przyjmowane kryteria mają jedynie pozory ścisłości. Stopnie te dotyczą raczej pojedynczych zachowań niźli osobników, o gatunku czy populacji nie wspominając. Tym samym pojęcie synantropizacji, wprowadzone do ekologii na poziomie populacji, gatunku, biocenozy i krajobrazu, zostało sprowadzone poniżej poziomu osobniczego.

Sytuacja taka powstała stosunkowo późno. Pierwsze doniesienia mówiące o „synantropizacji” tatrzańskich niedźwiedzi pojawiły się w Polsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. W tym czasie w Tatrach bardzo często odnotowywano przypadki korzystania przez niedźwiedzie z antropogenicznych źródeł pokarmu. Zwierzęta te podchodziły do schronisk i innych zabudowań na terenie TPN i w jego bezpośrednim sąsiedztwie, przeszukiwały śmietniki, wyważały drzwi i okna, demolowały samochody. Były to sytuacje na tyle częste, że uważano, iż są one udziałem wielu osobników. Zwłaszcza że nie doceniano wówczas zdolności niedźwiedzi do przemieszczania się i wbrew wynikom badań prowadzonych na świecie uważano je za zwierzęta ściśle terytorialne, przywiązane do niezbyt rozległych „mateczników”, np. do terenu danej doliny. Dziś istnieją powody, by sądzić, że większość takich zachowań, odnotowanych w tamtym czasie w Tatrach, była udziałem pojedynczych osobników, podobnie jak działo się to w latach późniejszych. Istotne jest także to, że nie wiadomo, czy „zachowania synantropijne” były dominujące nawet u tych pojedynczych osobników. Dotąd nikt jednoznacznie nie udowodnił, że Magda przed odłowem i wywiezieniem do zoo częściej korzystała z pokarmu zdobywanego w pobliżu ludzi niż z naturalnych źródeł. Przyklejono jej łatkę synantropa i sprawa załatwiona. Podobnie było z jej następcami, podobnie jest z lisami i przedstawicielami wielu innych gatunków. Dochodzi do absurdu, gdy niemal każde zwierzę, które na widok człowieka nie ucieka w panice, zwane jest synantropem. Ciekawostką jest, że gdy po TPN buszował Kuba Kondracki, nikt nie nazywał tego synantropizacją.

Jeśli dokładniej przyjrzymy się zachowaniom tatrzańskich niedźwiedzi i ich konsekwencjom dla populacji, twierdzenia o trwającej synantropizacji niedźwiedzia brunatnego jako gatunku uznać należy za pozbawione podstaw. Okazuje się jednak, że przez ostatnie 20 lat bardzo mocno zakorzeniły się w świadomości polskiej opinii publicznej i mediów, a także wśród osób profesjonalnie zajmujących się badaniem i ochroną tego gatunku. Niemniej jednak, aby włączyć się w nurt światowej nauki i nawiązać z nią dialog, należy raczej zaprzestać używania pojęć „synantropizacja” i „synantrop” w odniesieniu do opisanych powyżej zjawisk. W przeciwnym razie możemy zostać źle zrozumiani. Kwestią otwartą pozostaje ustalenie odpowiedniego polskiego nazewnictwa. Do tej pory zaproponowano określenia takie jak:

– niedźwiedzie śmietnikowe,

– niedźwiedzie ośmielone,

– niedźwiedzie uwarunkowane na pokarm,

– niedźwiedzie problemowe,

– niedźwiedzie zdemoralizowane,

– niedźwiedzie niepłochliwe,

– niedźwiedzie konfliktowe.

Każde z nich ma swoich zwolenników i przeciwników. Niektóre, w zestawieniu z jakże poważnie brzmiącym „synantropem”, wydają się dość pretensjonalne, jeśli nie dziecinne. Może więc byłoby lepiej podarować sobie ścisłe definicje i w zależności od potrzeb stosować te, które najlepiej opisują dana sytuację. Określenie „synantrop” sugeruje jakieś behawioralne podobieństwo do bociana białego, wróbla czy szczura. Trzeba jednak podkreślić, że w przypadku większości, jeśli nie wszystkich typowych gatunków synantropijnych uzależnienie się od człowieka przynosi tym zwierzętom jakieś korzyści na poziomie populacji. W przypadku niedźwiedzia brunatnego zwykle bardzo szybko dochodzi do eliminacji osobnika zbyt ośmielonego w stosunku do ludzi lub wręcz jego zagłady. Chociaż taki pojedynczy osobnik chwilowo czerpie pewne korzyści, to w dalszej perspektywie jest z biologicznego punktu widzenia stracony. Nie należy więc obawiać się, że w dającej się przewidzieć przyszłości dojdzie do faktycznej synantropizacji choćby niewielkiej, lokalnej populacji wolno żyjących niedźwiedzi.

Tomasz Zwijacz Kozica


«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   2502

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7236786 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 22