tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Zielony Świat Tatr
Pięć Stawów od zaplecza, czyli schroniska tatrzańskie, a przyroda
fot. Jan Krzeptowski Sabała
    Dolina Pięciu Stawów Polskich, najtrudniej dostępna z dużych dolin Tatrzańskich. Przez wielu uważana jest za najpiękniejszą. Od połowy lat siedemdziesiątych w całości objęta ścisłym rezerwatem - wydawać by się mogło świątynia nieskażonej górskiej przyrody. Niestety, wielowiekowa działalność człowieka odcisnęła i na niej swoje piętno.

    Najprawdopodobniej pierwszymi, którzy przybyli w te strony i zostali na dłużej byli pasterze. Nastąpiło to być może już w XV wieku, czy nawet wcześniej. Silny rozwój pasterstwa nastąpił po nadaniach królewskich w XVII wieku. Ten rozdział historii zamknięty został w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy to zniesiono wypas na terenie Hali Pięć Stawów. Po kilku stuleciach pasterstwa w dolinie pozostały nieliczne pamiątki materialne w postaci starego szałasu nad Wielkim Stawem oraz ślady kilku innych kamiennych zagród i koleb. Pozostało też coś na co nie wszyscy odwiedzający dolinę zwracają uwagę. Zarośla kosodrzewiny zostały wytrzebione na kilkudziesięciu procentach pierwotnej powierzchni, a jej miejsce zajęły wtórne murawy z borówką czarną i psią trawką. Pozostała też gęsta sieć owczych perci, obecnie już zarośniętych, ale dobrze widocznych, gdyż morfologia trawiastych zboczy została trwale zmieniona.

    Koleby pasterskie dawały schronienie pierwszym turystom, którzy pojawili się tu około 200 lat temu. Popularność doliny rosła, za turystyką letnią weszło w Tatry narciarstwo. Wychodząc naprzeciw potrzebom swoich członków, w 1876 roku Towarzystwo Tatrzańskie wybudowało w dolinie pierwsze schronisko. Postawiono je nad północno-zachodnim brzegiem Małego Stawu. Była to prymitywna granitowa budowla, bez gospodarza i nie używana w zimie, to też szybko niszczała. Remonty pochłaniały spore sumy z kasy TT. Pierwszym znanym dzierżawcą był słynny podhalański muzykant Bartłomiej Obrochta, który gazdował tu przez lato 1894 roku. Rosnący popyt na usługi turystyczne pociągał za sobą budowę co raz to większych i lepszych schronisk. Gdy stare podupadało, obok powstawało nowe, a interes schroniskowy musiał być na tyle intratny, że dzierżawcy chętnie partycypowali w kosztach budowy, potrącając sobie potem długi z czynszu. I tak nad Małym Stawem powstały kolejno cztery schroniska, od 1911 roku służąc turystom także w zimie. Kolejne, piąte schronisko wybudowało PTTK nad Przednim Stawem. Funkcjonuje ono do dziś.

    Co przyniosły przyrodzie te inwestycje?
Po dwóch pierwszych pozostały nieliczne ślady w postaci resztek cegieł, stalowych umocnień i innych śmieci rozrzuconych pośród skał nad Małym Stawem. Najwyraźniejszą pamiątką po trzecim schronisku jest sterta zardzewiałych żelaznych łóżek ukrytych w kosodrzewinie oraz pryzmy granitowych skał, którymi dawniej obłożone były ściany, wymieszanych z gruzem i rożnymi innymi śmieciami. Wszystko to tworzy tak zwany "mały śmietnik". Czwarte, zbudowane już po ostatniej wojnie, zostało w 1968 roku wykupione przez TPN i zamienione na osadę służbową.

    Obecne schronisko z około siedemdziesięcioma miejscami noclegowymi, nie licząc miejsc na podłodze, jest najtrudniej dostępnym obiektem tego typu w Polsce. Droga dojazdowa kończy się w zasadzie przy Wodogrzmotach Mickiewicza, prawie dwie godziny marszu od schroniska. Dalej można jechać końmi lub ciągnikiem po szlaku turystycznym. Przy mocnym oblodzeniu transport kołowy nie jest w ogóle możliwy. Czasami trzeba zostawić ładunek w pół drogi. Dolina Roztoki naznaczona jest więc śladami po czasowym składowaniu węgla i koksu, którego kilkanaście ton spala się co roku w Pięciu Stawach. Z drugiej strony, nie zawsze można zwieźć śmieci, które przelegują nieraz długie tygodnie przy szlaku, nęcąc dziką zwierzynę.

    Ostatni odcinek, próg stawiarski, pokonywany jest przy pomocy wyciągu linowego napędzanego silnikiem spalinowym. Konstrukcja ta powstawała na zasadzie prób i błędów, podobnie jak turbina wodna wytwarzająca prąd na potrzeby schroniska. Błędy pozostawiły ślady w postaci lin stalowych porzuconych wzdłuż różnych wariantów trasy, rozwalonych podpór kolejki oraz opuszczonych bunkrów zamienionych na składowisko śmieci znaczących miejsca kolejnych lokalizacji elektrowni. Ponad 40 letnia eksploatacja doprowadziła do przekształcenia Litworowego Żlebu, przez który wiedzie droga do schroniska i jego otoczenia, w tzw. "duży śmietnik". Był taki okres kiedy śmieci gromadzące się w schronisku palone były w specjalnych beczkach, a popiół, przedmioty niepalne i odpadki organiczne zsypywano po stoku w kosówkę.

    Obraz Litworowego Żlebu nie byłby pełny, gdyby nie wspomnieć o rurach ukrytych w piarżysku. Jedna z nich, gorzej zamaskowana, prowadzi wodę do turbiny. Przy okazji zmieniono warunki hydrologiczne przerzucając część wód z Przedniego Stawu oraz ujmując całkowicie w rury na przestrzeni kilkuset metrów dość duży i stały ciek wodny. Druga rura, krótsza, ale lepiej schowana zaczyna się w szambie, a wylot ma kilkadziesiąt metrów niżej. Pięciostawiańskie schronisko, obsługujące w sezonie kilkaset osób dziennie, nie ma bowiem i nigdy nie miało uregulowanej gospodarki ściekowej. Gdy wiatr wieje od Roztoki, do nozdrzy turystów posilających się przed schroniskiem dociera charakterystyczny smrodek. Na szczęście dominują tu wiatry południowo-zachodnie. Rozwiązanie problemu ścieków wydaje się być niemożliwe. Brak drogi dojazdowej uniemożliwia wywóz nieczystości pojazdem asenizacyjnym. Zwożenie fekalii w kilkusetlitrowych beczkach najpierw kolejką, a następnie końmi do Wodogrzmotów Mickiewicza jest raczej nierealne. Trudno również mówić o budowie oczyszczalni ścieków, gdyż do jej efektywnego funkcjonowania niezbędna jest energia elektryczna, a istniejąca turbina ledwie wystarcza na bieżące potrzeby.

    Jednak najgorsza rzecz jaka stała się w dolinie nie ma bezpośredniego związku ze schroniskiem. W latach sześćdziesiątych, a więc kilka lub kilkanaście lat po utworzeniu w Tatrach parku narodowego, zarybiono Przedni Staw. Amerykańskie pstrągi źródlane, które tu wpuszczono razem z pstrągiem potokowym, można spotkać także w Małym, Wielkim i Czarnym Stawie. Jak wykazały badania, spowodowało to katastrofę przyrodniczą wśród populacji skorupiaków planktonowych tych skrajnie oligotroficznych zbiorników wodnych. Niektóre gatunki wyginęły zupełnie i unikalny ekosystem przestał istnieć. Jednocześnie bardzo wzrosła żyzność wody, gdyż pstrągi wyłapując larwy owadów, a także dorosłe owady latające nad taflą stawu, przyczyniają się do akumulacji biogenów w jeziorze. Widok ryb podpływających do brzegu wyzwala w turystach odruch dokarmiania i znów obca substancja organiczna trafia do wody, która z natury powinna być bliska wodzie destylowanej. Przejrzystość wody w Przednim Stawie spadła do poziomu niewiele różniącego się od spotykanego w jeziorach niżowych.

    Ciekawym zjawiskiem jest również Sylwester w Pięciu Stawach. Bez względu na pogodę schronisko oblężone jest przez "turystów" wesołych nie tylko z powodu nadchodzącego Nowego Roku. O północy całe to towarzystwo wylega na zamarzniętą taflę Przedniego Stawu. Strzelają korki od butelek z szampanem, sztuczne ognie, petardy i race. Po zabawie obsługa schroniska zbiera butelki i co większe śmieci, jednak na wiosnę spod śniegu wychodzą liczne pamiątki po udanej imprezie. Zwłaszcza, gdy w sylwestrową noc padał obfity śnieg. W sercu rezerwatu przyrody rodzi się nowa tradycja, której nie jest w stanie przeciwstawić się nawet cała służba parku, a przecież podobne sceny mają miejsce w większości tatrzańskich schronisk.

    Warto postawić pytanie, jaki jest cel istnienia schroniska w tak odległym zakątku Tatr?
Zachęta do uprawiania turystyki? Wszyscy zgadzają się, że Tatry są obecnie odwiedzane przez zbyt liczne rzesze turystów. Szkodzi to przyrodzie, ale nie jest bez znaczenia dla samych zainteresowanych. Cóż to bowiem za przyjemność stać w kolejce na Giewont, czy tłoczyć się w słoneczny dzień nad brzegiem Morskiego Oka. Szuka się więc sposobów uzdrowienia sytuacji. Reglamentacja biletów wstępu? Kolejne podwyżki cen? Gdy obserwuje się sceny mające miejsce w Kuźnicach przy dolnej stacji kolejki na Kasprowy Wierch traci się wiarę w skuteczność takich rozwiązań. Może by się więc zastanowić na ile likwidacja schronisk zmniejszyłaby ruch, zwłaszcza o świcie i o zmroku, w newralgicznych dla zwierzyny porach dnia. Przestaliby również chodzić w góry ci "turyści", dla których jedynym celem jest schronisko wraz z całą gamą usług, a jest to spory odsetek tłumu zdzierającego zelówki na Drodze Oswalda Balzera. Takie bardzo radykalne rozwiązanie nie jest chyba na razie możliwe, ale warto by pokusić się na początek o wprowadzenie prohibicji na terenie TPN.

    Poprawa bezpieczeństwo turystów? Na pewno w przypadku zaistnienia wypadku czas oczekiwania na pomoc może ulec skróceniu. Jednak częstotliwość wypadków niewspółmiernie wzrasta. Gdyby nie było schronisk, nie decydowano by się chyba zbyt często na wyprawę do Doliny Pięciu Stawów wieczorową porą lub wręcz w nocy, czy też w trudnych warunkach zimowych i nie dochodziłoby do przypadków śmierci z wyczerpania 300 metrów od ciepłego schronienia. Nie byłoby tak wielu śmiertelnych wypadków podczas bardzo popularnych obecnie wypadów ze "Stawów" przez Świstówkę do "Moka" i z powrotem, bez względu na porę dnia czy warunki na szlaku - bo to przecież tak "blisko" i "łatwo". Nie byłoby również wypadków lawinowych związanych z próbami wydostania się z odciętej od świata doliny. Dolina Pięciu Stawów jest bowiem praktycznie pozbawiona bezpiecznego dojścia w czasie zagrożenia lawinowego. W dobie helikopterów i telefonów komórkowych, wysunięte placówki ratownicze nie mają już tak wielkiego znaczenia jak kiedyś.

    Jeśli chodzi o możliwość noclegu, to w szczycie sezonu, przy ładnej pogodzie, schronisko i tak nie jest w stanie zagwarantować wszystkim chętnym miejsca pod dachem, a nawet na kamiennym tarasie przed schroniskiem. W czasie tzw. "długich weekendów" trudno nawet o miejsce na schodach. A turyści plecakowi schodzą się do późnych godzin wieczornych i pozostaje im tylko alternatywa - nocleg w kosówce lub kilkugodzinny marsz po ciemku w poszukiwaniu miejsca w innym obiekcie. Mile widziani są jednak ci, którzy odpowiednio wcześnie zarezerwują sobie pokoje na tydzień lub dwa i później, wieczorową porą spacerują po dolinie z puszką piwa zakupionego w schronisku, a wracają już z pustymi rękoma i głową pełną mocnych wrażeń.

    Zmieniają się czasy i obyczaje. Wraz z nimi zmienia się oblicze turystyki tatrzańskiej. Wraz z postępem techniki, kurczą się góry. Zmniejsza się również odległość pomiędzy Tatrami, a dużymi ośrodkami miejskimi. Wsie u podnóża pomału zlewają się w jedną aglomerację "wiejskomiejską". W trosce o dobro wysokogórskiej przyrody usunięto z hal owce, element kulturowego krajobrazu i źródło utrzymania znacznej części mieszkańców Podhala. Czy nie nadszedł czas by zastanowić się nad przyszłą funkcją schronisk górskich w Parku Narodowym, zwłaszcza, że żadne z nich nie jest odległe od cywilizacji o więcej niż trzy godziny marszu.

P.S. Opisano tu kilka aspektów działalności wysuniętej placówki turystycznej w Pięciu Stawach. Nie oznacza to jednak, że jest to schronisko najbardziej szkodzące przyrodzie Parku Narodowego.


Tekst: Tomasz Zwijacz - Kozica

«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   9006

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7299059 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 8