tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Zielony Świat Tatr
Buk

Buk zwyczajny, jodła pospolita i świerk zwyczajny – nazwy gatunkowe tych drzew wskazują na ich powszechność, uniwersalność. W istocie w Tatrach są to najważniejsze drzewa. Najważniejsze, bo najliczniejsze, najważniejsze, bo kształtujące życie lasu. Śmiało można mówić o Wielkiej Tatrzańskiej Trójcy. O jodle i świerku już pisaliśmy. W tym artykule opowiemy historię buka, któremu niegdyś za sprawą człowieka nie wiodło się najlepiej, ale dziś w parku narodowym odbudowuje swój potencjał.
fot. Jan Krzeptowski Sabała
strona: 1/2    1 2 

Pierwsze literackie wzmianki o buku znajdziemy w mitologii greckiej. Buki rosły na Olimpie i dawały schronienie sowom i wronom morskim. Gdy Zeus odwiedził we Frygii dwoje starszych ludzi, Filemona i Baucis, poczęstowano go jajkami na twardo, pieczonymi w popiele, i winem podanym w bukowym kubku. Dla Greków buk był drzewem bogini lasu i łowów, Diany, zaś zdaniem Rzymian zapewniał płodność i powodzenie. Starożytni Dakowie, plemię zamieszkujące obszary dzisiejszej Rumunii, niejako „przejęli” buka od Rzymian i zaganiali pod niego jałowe zwierzęta, aby dał im moc rozmnażania się.

Teofrast z Eresos (lata 370–287 p.n.e.), zwany ojcem botaniki, w dziele O badaniu roślin pisze, że „kraj Latynów jest cały wilgotny. Na nizinach rośnie drzewo laurowe, mirt i wspaniałe buki; ścinają tam tak wielkie drzewa, iż jeden pień starczy na kil tyrreńskiego okrętu”.

Na terenach obecnej Polski buk przez długie wieki uchodził za istotę uduchowioną, był opiekunem ludzi. Pod baldachimem koron bukowych budowano siedziby, o czym świadczy, między innymi, cmentarzysko kurhanowe z trzeciego okresu epoki brązu (1200–1050 lat p.n.e.), zachowane częściowo w Kniei Bukowej pod Szczecinem, a także kilka grodzisk prasłowiańskich z tamtego czasu – w Klęskowie, w Glinnej między jeziorem Glinna a jeziorem Gliniec.

W XVII wieku wierzono, że „w którym domie, bądź sama przez się, bądź sadzona, bukowica rośnie, tam czary i gusła żadne szkodzić nie mogą”.

Dla górali podhalańskich był buk synonimem trwałości, dlatego np. na spodnie (portki) z grubego, foluszowanego sukna mówi się „bukowe”, ponieważ są tak trwałe jak buk. Mawiano „chodzić za bucki”, „wyzierać zza bucka”, „wyskakować zza bucka”, gdy chciano powiedzieć, że zbójnik idzie na „robotę”, „na zbój”.

W mitologii celtyckiej buk zwany był „drzewem życzeń”. Na bukowych gałązkach wycinano życzenie (pismem runicznym) i wtykano je w ziemię, aby mogła życzenie przeczytać wróżka spełniająca życzenia.

Wycinano też życzenia bezpośrednio na pniach i napisy takie są odnajdywane do dziś.

W mitologii skandynawskiej buk jest drzewem Frei, bogini miłości i małżeństwa.

Potrafił też dokonywać cudów. W połowie XVI wieku ksiądz Afrania, kanonik przy katedrze w Ferrarze, chciał wystrugać fujarkę o ciemnej barwie dźwięku. Wypróbował wiele gatunków drzew i żaden dźwięk go nie satysfakcjonował. Wreszcie wziął twarde drewno bukowe, zrobił z niego długą rurę, wyszlifował, i nagle... rura wyrwała mu się z rąk, upadła na ziemię i odłamała sobie jeden koniec. Zadziwiony kanonik usłyszał jeszcze, że rura mu radzi, jak ma ją związać i połączyć u dołu kolankiem. Ponoć zasugerowała mu również, jak ma się jako nowy instrument nazywać – „fagot” od łacińskiego fagus – buk.

Skoro już jesteśmy we Włoszech, warto wspomnieć, że piękny bukowy las – zwany Foresta Umbra – zachował się na półwyspie Gargano (ostroga włoskiego buta) i tworzy park narodowy. Jest to resztka lasów, jakie w czasach starożytnych porastały Apulię. Na uwagę las ów zasługuje z racji faktu, iż rośnie na wysokości 850 m n.p.m., a poniżej rozpościera się krajobraz iście południowy: wapienne skały, lazurowe morze i gaje oliwne. Las, w którego skład wchodzą również dęby i klony, jest domem dla rysi, bobrów i muflonów.

Wycinany i chroniony

Na półkuli północnej, w strefie klimatu umiarkowanego, występuje dziesięć gatunków buka. Ich pradziadkiem jest buk tajwański Fagus hayatae, od którego zaczęły różnicować się poszczególne gatunki. Tak na marginesie warto dodać, że wiele, jeśli nie większość krajowych gatunków drzew, ma swoje mateczniki w południowych Chinach.

Buka zwyczajnego spotkać można w Anglii, w południowej części Skandynawii, dochodzi do północnej Besarabii, a na południe na Półwysep Bałkański (bez płd. Grecji), Półwysep Apeniński i Sycylię, Korsykę i płn. Hiszpanię. Optimum siedliskowe znajduje w środkowej Francji, zachodniej części Niemiec, byłej Jugosławii i Rumunii. Na Nizinie Węgierskiej oraz w centralnych częściach Alp buk nie występuje (centralne doliny alpejskie mają klimat kontynentalny i dlatego buk nie może tam rosnąć). Pojawia się za to na południowych zboczach Alp. Przez Polskę przebiega wschodnia granica zasięgu buka. Rośnie on głównie w zachodniej i południowej części kraju. W Polsce w stanie naturalnym występuje tylko buk zwyczajny, Fagus sylvatica.

Od VI wieku n.e., kiedy Justynian Wielki wydał Kodeks, zawarłszy w nim przepisy dotyczące użytkowania lasów, w różnych krajach również zaczęły ukazywać się ustawy regulujące gospodarkę leśną w ogólności, ale też przepisy dotyczące poszczególnych gatunków drzew, w tym buka.

W bogatej w lasy Polsce do XVII wieku raczej karczowano lasy niż je chroniono, a dokumenty mówią o buku jako materiale opałowym i budulcowym. Najintensywniej wykorzystywano buka w polskiej gospodarce na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy to bukowe drewno stanowiło najlepszy materiał opałowy, a w prymitywnym jeszcze wtedy przemyśle hutniczym zużywano duże jego ilości. Z tego powodu buki były masowo wycinane, szczególnie na południu Polski, np. w lasach tatrzańskich (kuźnie), a przecież w reglu dolnym buk był niegdyś, obok jodły i świerka, podstawowym gatunkiem lasotwórczym. Obecnie buk stanowi ok. 4 proc. polskich lasów, a pod względem zasobności ustępuje tylko sośnie i świerkowi.

Skąd się wziął buk

Pierwszy tatrzański buk zazielenił się ok. 5 tys. lat temu. Pojawił się tutaj wraz z koleżanką jodłą i kolegą grabem. Od ustąpienia lodowca minęły już wówczas tysiące lat, karty rozdały między siebie sosny, jesiony, wiązy, świerki, a nawet lipy. I kiedy już wydawało się, że w ustalonym porządku nic zmienić się nie może, przyszedł właśnie on – buk i... wszystko postawił na głowie. Wraz z przybyciem buka i jodły zmienił się wygląd tatrzańskich lasów. Grab się nieco pogubił i został na Podtatrzu. Dziś, w formie żywopłotu przy ogrodzeniu „Księżówki”, wdzięczy się do turystów wędrujących w góry aleją Przewodników Tatrzańskich.

Buk zajął siedliska, gdzie gleba jest zasobna w składniki mineralne i panuje znośna temperatura. I tak około 3,5 tys. lat temu powstał regiel dolny w postaci, jaką dziś znamy. Po lekturze artykułu o sośnie w poprzednim wydaniu kwartalnika z pewnością pamiętamy, jaki los spotkał sosnę po przybyciu świerków. W tej sytuacji może skłaniać do zastanowienia sposób, w jaki udało się z kolei bukom wyprzeć świerki (inne gatunki z okresu atlantyckiego optimum klimatycznego wycofały się ze względu na ochłodzenie klimatu). Właściwie nie ma w tym nic magicznego, ponieważ buk jest gatunkiem znoszącym większe ocienienie, przez co jest bardziej konkurencyjny. Na odpowiadających mu żyznych glebach w reglu dolnym jest gatunkiem bezwzględnym w walce o dostęp do światła. Jedynie jodła i cis są bardziej cienioznośne i dzięki temu buk im nie straszny. Ostoją świerka, jak niegdyś limby, pozostały tereny położone wysoko w reglu górnym, gdzie dla buka jest zbyt zimno lub w reglu dolnym tam, gdzie gleby wykształcone na podłożu granitowym są zbyt ubogie.

fot. Jan Krzeptowski Sabała

Leśna husaria

W przyrodzie niestety (choć może to i dobrze) za wszystko trzeba płacić wysoką cenę. Tak też stało się z bukiem. Ocienienie to broń obosieczna. Dla zabezpieczenia nasion, a ściślej siewek, które z nich wykiełkują, przed jego skutkami natura wyposażyła je w dużą ilość substancji zapasowych. Rzeczywiście po wykiełkowaniu siewki, w porównaniu z jodłą i świerkiem, świetnie się mają, ale gdy w następnym roku rezerwy się kończą, różnie z tym bywa. W międzyczasie lekkie nasiona gatunków iglastych rozproszył wiatr po lesie, przez co trafiły także w miejsca, gdzie jest dostateczna ilość światła. Ciężkie nasiona buka kiełkują najczęściej pod drzewem macierzystym, czyli tam, gdzie najciemniej, a to nie wróży nic dobrego. Nie sądźmy jednak, że jest to gatunek „krótkowzroczny”. Buk to gatunek lasotwórczy, co znaczy, że jego potęga opiera się na gromadnym występowaniu. To taka leśna „husaria”, ciężka jazda, której sukces zależy nie od pojedynczych osobników, ale lasu jako całości. Obradza rzadko, czemu nie można się dziwić, ponieważ produkcja tak dużych nasion pochłania wiele energii. Raz na pięć, niekiedy dziesięć lat, nasiona pojawiają się niemal na wszystkich dojrzałych drzewach i dopiero wtedy gatunek ten przechodzi do ofensywy rozrodczej. A wówczas nie ma większego znaczenia, czy nasiona spadły pod drzewo, jest ich bowiem tak dużo, że właściwie są wszędzie na dnie gęstego lasu bukowego. Inna sprawa, że można by gatunek ten posądzić o rozrzutność; po co wytwarzać 200, 500 czy 800 nasion na metr kwadratowy, skoro przeżyje tylko kilka procent? Może należałoby wyposażyć je w jakieś struktury do rozsiewania, jak u niewiele lżejszych nasion jaworu, choćby odbyło się to kosztem masy nasienia, a zatem z pewną szkodą dla kiełkujących siewek. Uzasadnienie tej sytuacji jest dość proste, choć wiele wskazuje, że nie jest to rezultat „przebiegłości” buka. Za buka pomyślała natura. Z pomocą, nieświadome swojej roli i chyba nawet ku zaskoczeniu buka, przychodzą mu myszy, sikory, sójki, kowaliki, orzechówki, o czym wielokrotnie pisaliśmy na łamach kwartalnika „Tatry”. „Ku zaskoczeniu” dlatego, że właściwie trudno dopatrzyć się jakiś szczególnych przystosowań, chociażby w kształcie orzeszków bukowych do rozsiewania przez zwierzęta. Wiele wskazuje na to, że w przeciwieństwie do limby czy jarzębiny, buk i siewcy jego nasion raczej nie koordynowali współpracy na drodze ewolucji. Tak czy owak, jak potwierdzają obserwacje naukowców, współpraca taka wychodzi im na dobre. Największą zaletą ptaków jest nie tyle rozsiewanie nasion, a przez to rozprzestrzenianie gatunku, co fakt, że orzeszki są zakopywane w różnych miejscach. Tam mają doskonałe warunki wilgotnościowe do kiełkowania. Udowodnioną na wszystkie sposoby jest ogromna wrażliwość tego gatunku, choć innych drzew pewnie także, na przesychanie kiełków ledwo wschodzących nasion.

1 2 
strona: 1/2    1 2 
«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   4941

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7299048 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 8