tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Zielony Świat Tatr
Jarzębina
fot. Józef Galica-Dorula
Jarząb, jarzębina, skorusa

Taką mi wioskę wymaluj w dolinie,
Od zbóż wesołą, a od jodeł smutną…
Niechaj się cała schowa w jarzębinie,
Niech na jej łąkach siwe leży płótno.
Maria Konopnicka Na obczyźnie

    Zapewne o góralskiej wiosce pisała poetka, bo właśnie w górach jarzębina i jodła żyją zgodnie i uważane są za drzewa, "ftórych sie diaski pierońskie nie cepiajom". Dobrze, jeśli jarzębina rosła blisko domu - nie imały się wtedy jego mieszkańców nieszczęścia, a i diabeł nie zaglądał, by zainteresować się czyjąś duszą. Poświęcona i zatknięta za obraz nad łóżkiem panny czy kawalera, niecne zachcianki uśmierzała. Jeśli mąż po powrocie z delegacji chce się przekonać, czy żona wierną mu była, powinien wziąć kiść jarzębiny mokrą od porannej rosy, położyć na czole śpiącej połowicy, a jeśli ta zerwie się z krzykiem, znaczy, że ma coś na sumieniu. Jeśli ktoś boi się chodzić po ciemku, niech nosi przy sobie owoce jarzębiny, a jeśli cerę ma mało aksamitną, najlepiej zrobi, jeśli weźmie garść dojrzałych jagód jarzębiny i w pierwszy piątek miesiąca pójdzie pod przydrożny krzyż albo pod bramę cmentarną, rozgniecie jagody i posmaruje nimi twarz, po czym ciśnie je za siebie, mówiąc: "Krosty, kościenice i wrzody, jak orzębinie jagody, wyrzucam was".

    W Walii i Irlandii jarzębinę sadzi się na cmentarzach, żeby odstraszyć złe duchy (dobrze jest też przenieść trumnę ze zmarłym pod gałęzią tego drzewa), a przy kołysce dziecka umieszczało się kiedyś krzyżyk z jarzębinowego drewna, żeby chronił dziecko. Chronił także taki krzyżyk noszony na szyi, a i korale broniły dostępu do dobrej duszy siłom ciemnym i podstępnym.
Nie ma chyba drzewa, które miałoby tyle nazw, co jarzębina. Po polsku: jarząb, jarzębina, skorus, skorusa, skorusz, skoruch. Co ciekawe, tym ostatnim słowem określało się osobę o nazbyt wybujałym temperamencie, w gorącej wodzie kąpaną, chętną do miłosnych figli, ale czemu tak nazywano jarzębinę - nie wiadomo.
    Po angielsku i gaelicku jarzębina to: mountain ash, rowan, gaelic caorann, welsh, creddin, irish caorthann, a wreszcie witch wood, czyli drzewo czarownic.

Matka wszystkich drzew

    Według mitologii fińskiej, kiedy bogini Rauni (czy nie brzmi podobnie jak rowan?) zeszła na ziemię, przybrała postać drzewa jarzębiny. Gdy zaś pokochała boga piorunów Ukko, owocem ich miłości były wszystkie drzewa, jakie rosną dziś na ziemi.
Jarzębina to drzewo półkuli północnej, znanych jest aż 80 jej gatunków, w Polsce w stanie dzikim rośnie pięć. Nas interesuje jarząb pospolity, czyli Sorbus aucuparia, bo to on (wraz z brzozą karpacką) zaszedł tak wysoko i stara się rosnąć w reglu górnym w cieniu świerków, walczy z wichrami i mrozami, ubarwiając ciemnozielone łany kosodrzewiny (podgatunek górski, bez włosków na liściach - ssp. glabrata). Jarzębina przybyła w Tatry dziesięć tysięcy lat temu (patrz tekst o modrzewiu w jesiennych "Tatrach") i dzięki temu, że jest zoochorem, a więc jej nasiona rozsiewają zwierzęta, mogła konkurować z iglastymi drzewami wiatrosiewnymi, kroczącymi ku nasłonecznionym, jeszcze nieporośniętym drzewami miejscom.

    Jarzębina osiąga przeciętnie wiek 90 lat. Dorasta do 15 metrów wysokości. Najstarszy okaz Sorbus acuparia rośnie w Lubiniu w gminie Świnoujście. Ma około 135 lat, wysokość 15 m, obwód 183 cm. Jednak takiego okazu w Tatrach nie zobaczymy. Jarzębina rosnąca w borach górnoreglowych rzadko przybiera formę drzewa, jakie znamy z parków i ogrodów. Nie pozwala na to konkurencja ze strony świerka, jednak jako duży krzew dobrze sobie radzi, i jeśli chodzi o wyspecjalizowane sposoby na przeżycie - nie ma sobie równych. Ze względu na głęboki system korzeniowy chroni glebę przed erozją, jest też pożywieniem dla ptaków - sójek, sikor, drozdów, a także dla niedźwiedzi, jej pędy chętnie zgryzają jelenie.

Jak powstaje skoruśniak

    Wyobraźmy sobie teraz wiatrołom - zalane słońcem miejsce w lesie, a w nim powalone świerki. Może być tak jak na Wierch Porońcu, gdzie upadły niedawno; jeszcze lśnią igły, jeszcze błyszczą na korze krople żywicy. Nieopodal, w Dolinie Waksmundzkiej, straszą szarobiałe pnie pozbawione już kory, przypominające kości. Widać też i takie, które są już tylko próchnem, pachną ziemią i zgnilizną. Pierwszym gatunkiem drzewiastym, zarastającym taką lukę w świerkowej gęstwinie jest właśnie "matka wszystkich drzew", co zawdzięcza kilku niezwykłym cechom. A jak się tam znalazła? Zanim miejsce z naszej wyobraźni stało się luką w drzewostanie, było lasem.

    Jarzębiny karierę zaczynają zwykle w mało wyrafinowanych okolicznościach: nasionka wydalane są przez ptaki, które żywią się jej owocami. Drozdy i jemiołuszki przelatując od jednej do drugiej jarzębinowej stołówki, przysiadają dla wytchnienia na świerkach, pozbywając się ciążącego w kiszkach balastu. Co interesujące, nasionko bez miąższu ma większą szansę na wykiełkowanie niż takie, które skryte jest w owocu leżącym na ziemi. Miąższ gnije, może dostać się do niego grzyb i o wykiełkowaniu drzewka można zapomnieć.

    W rezultacie, na dnie lasu, wśród borówek i paproci, mając za sąsiadów potężne pnie świerkowe, trwają w oczekiwaniu delikatne pędy jarzębiny. I choć patrząc na nie, trudno w to uwierzyć, tkwią tam często kilkanaście lat, a czasem i dłużej, tworząc tzw. bank nalotu i podrostu, czyli małych jarzębinek. Wykazują się bowiem dużym sprytem - kiedy są małe, dobrze znoszą cień. Czekając, aż się świerkowi noga powinie wypełniają sobie czas, wypuszczając kolejne pędy - to tu, to tam. W kupie raźniej, a gdy któryś z wegetatywnych "braci" nie doczeka się lepszych, jaśniejszych dni, jego miejsce nie pozostanie puste. W końcu przyjdzie kryska na mało odpornego na wiatry i pasożyty świerka. Kiedyś złamie go halny, zaatakują korniki, upadnie, stworzy się luka, a wtedy jarzębina okazuje się drzewem światłożądnym i zapełnia wykroty, obsypując się najpierw białymi kwiatami, a potem czerwonymi koralami. Im bardziej rozciągnięty w czasie rozpad drzewostanu, tym większe jarzębina ma szanse, by wziąć w posiadanie górnoreglowe bory. Z pomocą przyjdą jej ptaki. Pobiesiadują one w jarzębinowych stołówkach tylko przez chwilkę, aby nie stać się posiłkiem krogulców i jastrzębi. Najedzone, odlecą na skraj lasu, gdzie odpoczną, a ich odchody wylądują na ziemi. Tym samym rozpocznie się kolejny rozdział w życiu jarzębiny.

    Dramaturgii w tym życiu nie braknie. Dominuje pośpiech, aby szybciej rosnąć, częściej i więcej obradzać w nasiona. Może uda się w ten sposób oszukać jelenie, które gustują w pędach i pączkach, może uda się wyprowadzić w pole owadzich amatorów nasion, ale na pewno nie uda się wykiwać świerków, które "depczą jarzębinie po korzeniach". Minie jednak sporo lat, zanim korony młodych świerków zdołają zagłuszyć jarzębinę - wystarczająco dużo, aby jarzębina mogła przekazać swe geny w sztafecie pokoleń.

 Coś dla ciała, coś dla ducha

    Jarzębina ma wiele nazw, ale też i wiele zastosowań. Można oczywiście zrobić z niej korale, jest też lekarstwem, ponieważ jej owoce zawierają witaminy C i A, a napar z nich pomaga w leczeniu zaburzeń przewodu pokarmowego i jest łagodnie moczopędny. Niestety, w świeżych owocach znajduje się też toksyczny kwas parasorbinowy, który może wywołać wymioty, biegunkę, a także uszkodzić układ moczowy. Ulega on rozkładowi albo pod wpływem ciepła, albo zimna, dlatego, zanim zrobimy cokolwiek z jarzębiny, należy ją albo obgotować, albo na jakiś czas włożyć do zamrażarki. Trzeba pamiętać też o tym, że na jarzębinowe żniwa wybieramy się po pierwszych przymrozkach - owoce są wtedy słodsze i mniej toksyczne. Z jarzębiny można robić dżemy (z dodatkiem jabłek), można ją kandyzować, by ozdabiać nią potrawy, jednak najbardziej znanym "przetworem" z jarzębiny jest jarzębiak. Znany od wieków, święcił triumfy za komuny, teraz jednak stoi zapomniany na sklepowych półkach, przytłoczony wymyślnymi i mniej wymyślnymi trunkami. Może jednak powrócić do łask, jeśli zrobimy go w domu. Oto przepis.
20-30 dag jarzębiny z dodatkiem trzech suszonych śliwek, dwóch główek suszonego głogu lub suszonej tarniny, 10-15 rodzynek, 3-4 łyżki cukru zalewamy pół litrem spirytusu i pół litrem ostudzonej przegotowanej wody. Najlepiej zostawić nalewkę w spokoju na dwa-trzy miesiące. Gdy nam się to uda, przecedzamy ją przez bibułkę, wlewamy do karafki i oto mamy coś ku pokrzepieniu serc w długie zimowe wieczory…

Beata Słama
Tomasz Skrzydłowski

(artukuł ukazał się w kwartalniku "Tatry")

Jarząb pospolity (Sorbus aucuparia)
królestwo - rośliny
gromada - okrytonasienne
klasa - Rosopsida
rząd - różowce
rodzina - różowate
rodzaj - jarząb
fot. Jan Krzeptowski Sabała

«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   10438

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7299074 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 10