tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


BLOG / NEWSY
Wreszcie w Meksyku
 dodano: 15 Marca 2007


Wreszcie w Meksyku, wreszcie, bo Gwatemala porzadnie mnie wymeczyla. Nie chodzi nawet o przygode z "Janosikami" spod Atittlan;  dokuczliwa jest zwyczajna bieda. W parze z bieda idzie zwykle dewastacja srodowiska, smieci na ulicy, smrod spalin ze zdezelowanych autobusow... Tymczasem Meksyk to zupelnie inny swiat, a przekonac sie o tym mozna doslownie 10 metrow po przekroczeniu granicy.

Podsumowujac wrazenia z Gwatemali napisze moze w ten sposob: za to, na czym mi najbardziej zalezy -na przyrodzie, a z czym, niestety, jest krucho, Gwatemalczycy dostaja ode mnie 2 i pol w szesciostopniowej skali Skrzydlowskiego. Znaczy to tyle, ze - bedac zdrowym na umysle (na ciele jeszcze nie do konca po konfrontacji z miejscowymi) - każdemu przyrodnikowi - a na pewno ekologowi - odradzam wizytę w Gwatemali. Godnym polecenia miejscem, nie tylko ze wzgledu na budowle Majow, jest jedynie Park Narodowy Tikal i tereny polozone na polnoc i zachod od niego. Reszta kraju to porazka. Opinia ta nie jest adresowana do geografow. Zmiennosc krajobrazow i wszelakie zjawiska wulkaniczne powinny wydac sie interesujace. O zabytkach i folklorze nie mam pojecia, dlatego historycy nie moga na mnie polegac. 

Jedynym zwyczajem miejscowych, ktory przeanalizowalem na wszystkie sposoby i ktoremu do tej pory nie moge sie nadziwic, jest zwyczaj zwiazany z funkcjonowaniem komunikacji. Prawda jest, ze autobusow, busow i inszych srodkow transportu jest tutaj bez liku, nie jest zatem trudno dotrzec gdziekolwiek, ale zeby z nich korzystac trzeba miec stalowe nerwy.
Autobusy zatrzymuja sie na kazde zadanie delikwenta i nie byloby w tym nic niezwyklego, gdyby nie to, ze jeden jegomosc zatrzymuje autobus a drugi, oddalony od niego o 5 metrow (DOSLOWNIE piec metrow), zamiast podejsc do autobusu i zwyczajnie do niego wsiasc, czeka, az pomocnik kierowcy zapakuje na dach bagaz poprzednika, wsiadzie do srodka, autobus ruszy i... zatrzyma sie dokladnie obok niego. Jegomosc wsiada, zas jego bagaz zostaje umieszczony na dachu. I coz dalej? Otoz autobus zaczyna sie rozpedzac, mysle sobie "Ufff, nareszcie koniec!..." i... za kolejne 3 metry stoi kolejny kolo. Kierowca znowu zatrzymuje autobus, pomocnik kierowcy znowu zen wysiada, po czym wspina sie na dach, wciaga za soba bagaz, uklada bagaz, zlazi na dol itd. W ten oto sposob odleglosc 80 kilometrow pokonujemu "zaledwie" w 4 godziny! 

Tak bylo jeszcze wczoraj. Dzisiaj jestem w San Cristobal w Chiapas i mam poczucie, ze przenioslem sie w czasie o jakies 60 lat. Cristobal jest bardzo meksykanskie, przynajmniej tak mi sie wydaje, poniewaz  takie miasta widywalem w filmach o kowbojach. Pelno tu zarowno bialych jak i najprawdziwszych Indian. Obiecuje sobie, ze po powrocie poczytam troche o tutejszych goralach. San Cristobal smialo mozna porownac do Torunia lub Gdanska, czyli - jak sami widzicie - miasto byle jakie nie jest. Wedlug przewodnika, 3 i pol kilometra od centrum znajduje sie rezerwat z pieknymi lasami debowymi i autentyczna wioska indianska. Rezerwat okazal sie jednak przyrodnicza klapa. Wioska natomiast byla o tyle indianska, ze zanim kolo godziny 10.00 pojawili sie tutaj niemieccy turysci, wszedzie byli wylacznie tutejsi. Po zabudowie wywnioskowalem, ze tubylcy zywia sympatie do pustakow tudziez wszelkich konstrukcji zelbetowych, czyli - zamiast "autentycznie" - bylo jak wszedzie. Swoja droga autorom przewodnikow przydaloby sie troche zmyslu krytycyzmu...   

Znowu przyszli Niemcy. Skad oni sie biora? Skoro sa wszedzie, to kto jest teraz w Niemczech??? Te niemieckie wedrowki to chyba najdziwniejze zjawisko zwiazane z behawiorem czlowieka. Jakis naukowiec powinien w koncu wyjasnic ten fenomen. Ja swoja teorie - niezbyt poprawna politycznie - mam, ale zwierzyc sie z niej moge jedynie przy wodce.  A jesli juz o wodce mowa, to godnym odnotowania jest fakt, ze w byle sklepie w Gwatemali czy Meksyku pelno jest naszej "Wyborowej". Tym oto sposobem przyczyniamy sie do degrondelady Indian. Oczywiscie zartowalem. Polish Vodka osiaga taka cene, ze zapewne stac na nia jedynie hersztow najwiekszych kartelow narkotykowych.

Mialem niegdys zwyczaj wysylania kartek, ale tym razem skorzystam z osiagniec techniki (przynajmniej bedzie taniej) zeby pozdrowic wszyskich krajanow - nawet tych, co moich wywodow nie czytaja (widze to po liczbie wejsc na strone). Zatem idac od wschodu pozdrawiam: Beate z Zamoscia i jej Andrzeja z Hrubieszowa, Szymaszkow z Bieszczad, znajomych i pracownikow z zaprzyjaznionych nadlesnictw: Parczew (z Monika i Piotrkiem Pniakiem na czele) i Tomaszow (Pania Ule!) w Tomaszowie Lubelskim, Leszka - Nadlesniczego z Jozefowa, Ele z Wigierkiego PN, oczywiscie Elize i Beate z Warszawy, z tejze Warszawy Skibinskich, Trybulskich z Kornika, Anie i Marcina Paradow z Lipowczyc, Aline i Slawka z Nowego Tomysla, wszystkich w Katedrze Botaniki Lesnej i Ochrony Przyrody Wydzialu Lesnego z Krakowa oraz Instytutu Ochrony Przyrody (z Ania Delimat) i Instytutu Botaniki w Krakowie, rowniez Szajowskich z Krakowa, znajomych z Wielkiej Kamienicy, Zygarowiczow z Limanowej, Adamskich z Pomorza, licznych znajomych z Pieninskiego Parku Narodowego (z Ania Poltowicz na czele), Anie z Nowego Targu, no i nade wszystko moje Skalne Podhale.





«« Powrót do listy wiadomości
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   3034



POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2018  ::  7912016 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 20