tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


BLOG / NEWSY
Angkor
 dodano: 29 Stycznia 2015


Dziś jestem już w Kambodży, dlatego szczegóły z pobytu w ostatnich dniach w Tajlandii nieco mi się zatarły. Ważne jest jednak to, że udało się zobaczyć prawdziwy las, pierwotny las, dokładnie taki o jakim myślałem. 10/10 w skali pierwotności. Nie żeby był jakiś niezwykle charakterystyczny, dlatego w skali Skrzydłowskiego (patrz wpisy z lat ubiegłych) wyjątkowej pozycji mieć nie będzie. Przebywanie w takim otoczeniu to dla mnie przyjemność najwyższej próby. Nie wiem skąd mnie tak w życiu się stało, ze czerpie tak gigantyczna satysfakcje z oglądania lasów...stepów i innych naturalnych i półnaturalnych środowisk także. Dlatego, jak widzę stan lasów tatrzańskich a przede wszystkim kompletny brak wyczucia ekologii lasu czyli jego funkcjonowania to żałość bierze okrutna. Stad nie mam żadnych zahamowań, aby to wcielone zło piętnować na każdym kroku. Oczywiście mógłbym tu, jak mam w zwyczaju robić, podać sto przykładów na ....powiedzmy błędy w sztuce, ale już zmęczony jestem o tym gadać, a wpływu żadnego nie mam i niestety nawet się nie zanosi, żeby się co zmieniło. Trochę tego wszystkiego szkoda, bo tak naprawdę sprawy są do naprawienia niemal od ręki. Niedbalstwo parku w przebudowie lasów Kościeliskiej ciągnie się od 60 lat, ale gdyby ktoś chciał poczytać dostępną literaturę, jeden artykuł nawet w wyborczej, to nie zmarnowalibyśmy kolejnych 60 lat.
Wracając do lasów Khao Yai. Wynająłem przewodnika, przynajmniej tak myślałem. Rano czekałem w podanym miejscu, ale cos nie wyszło i, nie wdając się w szczegóły, przysłano nam przewodnika w zastępstwie. Był to sympatyczny Pan, co sprzątał od rana pod biurem, powiedzmy tzw. pan Mieciu. Pan Mieciu rozmowny nie był, przez cały czas wycieczki pary z gęby nie puścił - zresztą nie musiał, bo kilkugodzinna cisza od ludzkiej mowy tez ma swoja wartość. Dla jasności dodam, ze przyłączyło się do mnie dwóch Francuzów, którzy byli źródłem uciechy. Kiedy Pan Mieciu namyślił zmienić nieco trasę, to albo się przeliczył, albo pogubił. Wycieczka z pięciu godzin wydłużała się z godziny na godzinę. Francuscy współtowarzysze Miecia nawet zapytali, czy tu kiedyś był, ale Mieciu chyba nie skapował. Ja powodów do zmartwień nie widziałem, bo dzięki temu zobaczyłem gibony, ale koledzy z nad Sekwany sprawdzali po znalezionych puszkach po piwie, czy aby nie są sprzed dziesięciu lat. kiedy jak przypuszczali, Pan Miecio mógł być tutaj po raz ostatni, o ile w ogóle był. Podstawa ta podejrzeń były gęste zarośla, które Miecio wycinał ostrym nożem i przyglądając się tej żmudnej pracy człowiek zastanawiał się, czy kiedy końca tego przedzierania doczeka. Francuzi odbierali widocznie ta sytuacje podobnie bo do Miecia żartobliwie zagadnęli, ze zapłacili za 5 godzin, a nie za 5 dni!
Kapitalny las, po którym mógłbym już ta wycieczkę z satysfakcja zakończyć, przyszło mi opuścić po dwóch dniach. Wprawdzie przyjechałem do Kambodży, ale do Tajlandii jeszcze wrócę, dlatego na lepsza charakterystykę tego kraju pokuszę się za jakiś miesiąc.
A jeśli o Kambodżę chodzi to powiem tak, ze bida jak w Indiach, w stosunku do Tajlandii duży kontrast, choć Tajlandia w strefie przygranicznej to tez już Sodoma i Gomora. 150 km od granicy Kambodży i Tajlandii do świątyń Angkor to chyba najobrzydliwszy krajobraz na świecie. Przy drodze wał śmieci, kilka metrów dalej rów z gęsta, cuchnącą mazią a dalej bezkresne pola, lub nieużytki - trudno ocenić. Cieszę się, że Kambodże odhaczyłem, bo gdybym tu nie był, to pewnie pchany wewnętrznym przymusem chciałbym tu przyjechać, a tu taki sarprajs!  
Same świątynie Angkor, choć jak wiadomo miłośnikiem sztuki jestem przeciętnym, są miejscem ładnym. Nic o nich nie wiem, ale sobie poczytam. W każdym razie do złudzenia przypominają, przynajmniej ich ruiny porośnięte wilgotnym lasem równikowym, te z Meksyku, Majów. No widzicie, choćby nie wiem, jak się człowiek starał to nie jestem w stanie tych wszystkich miejsc i nazw zapamiętać. Zauważyłem, ze antywiedza historyczna to taka Skrzydłowskich cecha. Szczerze się interesujemy, ale do głowy miejsca, daty i wydarzenia nie wchodzą.
 




«« Powrót do listy wiadomości
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   1052



POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7236141 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 47