tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


BLOG / NEWSY
Chiang Mai
 dodano: 24 Stycznia 2015


Obiecałem sobie, ze przez 5 tygodni żadnych piw, ale uległem (zdrowie sąsiada!). Właśnie spożywam Chang Classis duma Tajlandii! Zimne, pyszne!
A tak w ogóle to bylem dziś na wycieczce i...w zasadzie na tym powinienem skończyć. Jako ze, było tak jak się spodziewałem. Nawet nie wiem, czemu mnie to nie dziwi. I znowu wszędzie to samo, czy to Etiopia, RPA, Indie, czy Meksyk. Zamiast lasów na których mi zależy, jakieś zarośla, jakaś łączka, a tam wioska. Ten dzisiejszy Dzangle forest to już nawet nie pamięta kiedy lasem był. 
Różnica wyraźna z poprzednimi krajami, gdzie lasy wycięto, tutaj były na wyciagnięcie ręki. Ja je widziałem z odległości może 500 metrów. W czym zatem problem? a no w tym, ze przewodnicy, biura nie są zainteresowane ich pokazywaniem, bo nawet nie są świadome, ze to ma gigantyczną wartość. Sądzę po prostu, że krzaki nikogo nie obchodzą, dlatego lepiej przechadzać się po polach kapusty (jest ich w Tajlandii bez liku). 
Ale podczas tej wycieczki naszła mnie pewna refleksja. A inspiracja była z jednej strony reakcja mojej grupy wycieczkowej, którzy jedyny raz wyjęli aparaty, żeby zrobić zdjęcie Big pająka (a zatem to przyroda ich cieszy), z drugiej natomiast przewodnicy, dwóch młodych Tajów. W tym co mówili i jak się zachowywali to jakbym Endrja Stanka widział i to ich w zasadzie uratowało. Trudno gniewać się na gości, którzy znają się na fachu. Byli kompetentni, zabawni i nawet jak wiesz, ze cię wy.....li (bo w reklamie było cos innego) to nawet nie sposób się zdenerwować. 
Rzecz właśnie w tym, ze my przewodnicy tatrzańscy właściwie odwalamy taką samą robotę i prowadzimy grupy po bardzo podobnych, tak naprawdę bezwartościowych miejscach. Prezentujemy produkt turystyczny słaby tłumacząc tym, że klient i tak to łyknie, albo nie mając świadomości, punktu odniesienia. Gdyby mnie, powiedzmy zagranicznego turystę, wziął przewodnik na Gubałówkę, to chyba bym się pochlastał. Sam z Niemcami tam chodziłem, Bóg wie czego się nasłuchałem (mile to nie było), ale nawet do głowy mi nie przyszło, jak trzeba się czuć jako ten co taka badziewiastą wycieczkę wykupił. Wiadomo, w przewodnikach piszą landrynkowe dyrdymały. Nawet się nie zająkną o tych żenujących budach, parku linowym i Bóg wie czym. Przewodnicy powinni zatem grupę (jeśli biuro wymyśliło na nich taka zemstę za okupacje) ostrzec, ze będzie lipa i zaproponować co mądrzejszego.
Nic tu nowego nie napisze, ale trzeba by w przewodnictwie łączyć formę i treść. Co do treści to nawet mam pomysł (w ciągu roku zaprezentuje stosowna strategie), a z racji tego, ze będę w parkowej edukacji to nawet będę miał bezpośrednią możliwość, żeby odpowiednie postawy kształtować, ale gorzej z "formą". Bo tak na tą chwilę mi się wydaje, że jeśli ktoś tej charyzmy nie ma i nie potrafi się sprzedać i oczywiście wycieczki to zginie, jak ciotka w Czechach. To zresztą i mój problem, ponieważ ja się również przez brak odpowiedniego podejścia i owej charyzmy w tym zawodzie nie sprawdzam. Zatem przewodnictwo, zresztą jak każdy zawód, nie jest po prostu dla każdego i co poniektórzy powinni przed kursem odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: czy się do tego nadaję?. Tak na moje oko to większość (ze mną łącznie) się nie nadaje. Resztę jutro, bo dziś zrobiło się za dużo do czytania.
 




«« Powrót do listy wiadomości
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   1062



POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7236108 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 34