tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


BLOG / NEWSY
Blog: Nairobi
 dodano: 2 Stycznia 2012


Winny jestem dokończenia wpisu o Masai Mara, ale dziś jeszcze byłem w Parku Narodowym Wrota Piekieł, w związku z czym opiszę ten drobny epizod w moim życiu. Park jest maleńki i bardzo przypomina nasz ojcowski. Taki sobie rowerowo-piknikowo-wspinaczkowy. W zasadzie park to jedna droga, nad którą sterczą mniej lub bardziej strome wulkaniczne skałki. Kiedy tam wszedłem, uiściwszy na bramie 40 $, to powiem, że byłem lekko rozczarowany. Tym bardziej, że zaleca się chodzenie pieszo lub poruszanie się rowerem, ale i tak wszyscy wożą się autami. W rezultacie nad drogą wznoszą się tumany pyłu. Chodzenie w takich okolicznościach to wątpliwa przyjemność. Aby uatrakcyjnić sobie pobyt, zamiast drogą włóczyłem się po krzakach i wrażenia z parku od razu się poprawiły. Warta każdej ceny jest bowiem reakcja zwierząt na widok gościa, którego widzą w miejscu, gdzie by się go nie spodziewały. Patrząc na zebry, które wręcz zbaraniały na mój widok, miałem wrażenie, że do tej pory myślały, że człowiek ma cztery koła i różna ilość głów, czasem białych, czasem czarnych. Inna sprawa, że sam nie byłem pewny swojego położenia, ponieważ trudno było przewidzieć reakcję zwierząt. Zebry z godnością oddaliły się, trzymając dystans około 100 metrów, gazele Thomsona odbiegły na jakieś 150m, choć jedna zareagowała zgoła odwrotnie. Podbiegła w moim kierunku a następnie zademonstrowała swoje możliwości sportowo - gimnastyczne, obiegając mnie dookoła, jakby chciała mi dać do zrozumienia, że nie mam szans jej dogonić. Gdyby znała mój leniwy charakter, to by się nie musiała wygłupiać. Mnie się nie chce nawet nocą do kibla wyjść za potrzebą, a co dopiero za antylopami ganiać. Żyrafy reagowały ucieczką, dopiero po kilkudziesięciu metrach sprawdzając co je spłoszyło. W jednym przypadku to jednak ja się bardziej zdziwiłem - nie zauważyłem krawędzi zapadliska, w którym stała żyrafa - wystawała z niego 3 metrowa szyja i głowa z dużymi żyrafimi ślepiami wpatrzonymi we mnie. Najbardziej płochliwe były antylopy Eland. Te największe z antylop na świecie, mimo że ważą prawie tonę i mało kogo muszą się obawiać, nie dały się podejść bliżej niż na 300 metrów. Cała ta sytuacja ucieszyła mnie głownie dlatego, ze miałem możliwość zobaczenia sawanny niejako od kuchni, ponieważ reakcja zwierząt na człowieka na drodze, zwłaszcza na człowieka w aucie jest kompletnie inna. Ostatnią noc spędziłem pod namiotem na polu biwakowym w środku sawanny. Przez całą noc słyszałem jak zebry skubią trawę koło namiotu. Co do zebr to zauważyłem ciekawą prawidłowość. W sumie, pewnie wielu z Was już o tym wiedziało, ale ja jakoś nie zwróciłem wcześniej uwagi. Połowa zebry począwszy od pyska pomalowana jest w pasy pionowe, a druga połowa po ogon w pasy poziome. Stawiam skrzynkę żywca jeśli ktoś wytłumaczy mi ewolucyjno-ekologiczny (przystosowawczy) sens takiego ubarwienia.

Pod wieczór wdrapałem się na kilkudziesięciometrową skałę, z której roztaczał się widok na park i pasące się poniżej zwierzęta. No i wówczas dojrzałem stado bawołów afrykańskich. Tak sobie myślę, że dobrze że to ich parę godzin wcześniej nie spotkałem na swojej ścieżce. Swoją drogą, to ciekawa rzecz, że zaleca się spacer pieszy po parku po którym chadzają stada bawołów. Pan na bramie wyjaśnił mi dziś, że nie stanowią zagrożenia. Należy wystrzegać się jedynie samotnie wałęsających się byków, no ale przecież i takiego delikwenta mogłem spotkać. Od samego początku afrykańskiej wycieczki ta sprawa mnie bardzo zastanawia, że w parkach, gdzie zaleca się turystom ostrożność i nie pozwala wyjść z auta, miejscowi chodzą gdzie chcą. I tak w PN Królowej Wiktorii ludzie idą do swojej wioski, albo jadą rowerami z kiścią bananów, a jak się okazuje 100 m od tej drogi leżą lwy. I co ? i nic. Podobno lwy nie stanowią zagrożenia za dnia, dopiero nocą mogą się stać nieobliczalne. Ja tam wolę się o tym nie przekonywać nawet w samo południe.

Teraz jestem w Nairobii. Miasto jak miasto, ale jak na razie mi się podoba. Głownie dlatego, że wszędzie serwują frytki z kurczakami, a jak już wielokrotnie wspominałem, to podstawa mojej diety.

No i wreszcie już krótko o samym Masai Mara. Pierwsze wrażenie to spore zaskoczenie. Myślałem, że będzie to rozległa przestrzeń, płaska jak nizina pod Kutnem, a tu w zasadzie krajobraz do złudzenia przypominający Beskid Niski. Potem okazało się, że bliżej granicy z Tanzanią jest bardziej tak jak myślałem wcześniej. I to właśnie ta przestrzeń to ogromna, w moim przekonaniu, zaleta tego miejsca. Bo pod względem urody to nic szczególnego: ot, poprostu gigantyczna łąka z rzadka porośnięta, lub nieporośnieta, przez krzaki, które porównać można do tarniny. Pod względem - nazwijmy to ezgotyki - na pewno ładniejsza jest sawanna palmowa w PN Marchinson lub wilczomleczowa w PN Królowej Wiktorii. Jeżdżąc przez trzy dni po tej bezkresnej przestrzeni niezwykle uderzające jest uczucie pustki. A wszystko przez to, że większość zwierząt wyemigrowała do Tanzanii a pozostały jedynie niedobitki. I tak zobaczyliśmy kilkaset gnu, zebr, kilkadziesiąt żyraf, może z tysiąc bawołów, kilkadziesiąt słoni, kilka lwów i coś, co było perłą w koronie tego wyjazdu, dwa gepardy. A wszystko to z odległości zaledwie kilku metrów. Właśnie takie możliwości obserwacji daje jeżdżenie autem. W przeciwnym razie, jak pisałem wyżej, potrzebny byłby chyba 100 x zoom, żeby mieć jakieś sensowne zdjęcie. Inna sprawa, w jakim stopniu zwierzęta się przyzwyczaiły do obecności aut, niekiedy, jak przy lwach jednocześnie .. 25 samochodów! Otóż w takich, zdawałoby się niekomfortowych warunkach, widzieliśmy lwice, która podjęła nieudaną próbę ataku antylopy. Dużą zaletą korzystania z ofert biur jest to, ze kierowcy przez radio informują się, jeśli dostrzegą coś interesującego, a że jednocześnie jest ich w terenie kilkudziesięciu, to zawsze coś wypatrzą. Ktoś, kto wynajął samochód może liczyć jedynie na przypadek lub szczęście jeśli podjedzie do miejsca, w którym stoi ileś tam samochodów. W zależności od ich liczby, będzie to lew (powyżej 15), gepard (20), słoń (do 10), żyrafa (5), struś (2). Przed pięknie ubarwioną kraską, ani żołną nie zatrzyma się nawet pies z kulawą nogą. A szkoda, bo oglądanie tych kolorowych ptaków w zielonej scenerii sawanny jest miłe dla oka.

Pewną ciekawostkę stanowi również fakt, że 95% obserwowanych przez nas zwierząt występowało w jednej rozległej dolinie. To ze lwy lubią przebywać w towarzystwie zebr i gnu to mnie nawet nie dziwi, ale czemu pozostałe zwierzaczki zamiast brykać po rozległych przestrzeniach wolą tkwić w jednym miejscu. W dodatku taka sytuacja niesie dla nich więcej zagrożeń, bo w miejscu koncentracji kopytnych przebywają zawsze drapieżniki.

Resztę jutro, bo zapłacę w tej kafejce fortunę.

 

TS 





«« Powrót do listy wiadomości
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   2297



POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7338252 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 25