tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


BLOG / NEWSY
A mialo byc tak pieknie
 dodano: 10 Sierpnia 2010


Odkad pamietam na kazdym wyjezdzie los doswiadczal mnie roznymi nieprzyjemnymi wypadkami. Tak bylo w Alpach, kiedy na glowe pospadaly mi kamienie, w Gwatemali, gdy nas napadnieto maczetami (Michal pamietasz?), w Nowej Zelandii, gdy zostalismy odcieci od swiata przez wezbrane wody rzeki, w Azji Srodkowej, gdzie przezylismy tak wiele nieprzyjemnych chwil, ze trudno je wymienic, a moze lepiej zapomniec. I kiedy wydawalo sie, ze ten wyjazd przebiegnie bez problemow stalo sie inaczej. A mialo byc tak pieknie. Wybralismy sie na dwudniowa wycieczke nad jezioro Pangong, gdzies blisko chinskiej granicy. Jadac jeepem mielismy mozliwosc zatrzymania sie w kazdym, co ladniejszym miejscu, a tych bylo naprawde wiele. Jak dzis wspominam tamta wycieczke to smialo moge powiedziec, ze malo jest na swiecie takich krajobrazow, ktore zrobilyby na mnie wieksze wrazenie. Najlepszym tego swiadectwem jest to, ze zaledwie w ciagu kilku godzin zrobilem blisko trzysta zdjec - zwyczajnie w swiecie nie moglem sie opanowac. Po powrocie znad jeziora planowalismy opuscic Leh i kontynuowac wycieczke po Indiach, niestety w tym momencie sytuacja zaczela sie komplikowac. Po pierwsze - dowiedzielismy sie, ze drogami ladowymi do Manali i Srynigaru dojechac sie nie da, bo ich zwyczajnie nie ma. Tzn. drogi moze i sa, ale w wielu miejscach kompletnie zniszczone przez deszcze monsunowe, ktore bynajmniej nie ustaly. W najlepszym razie uda sie je naprawic za tydzien, albo za dwa o ile deszcze nie zniszcza ich jeszcze bardziej. W tej sytuacji pozostalo nam skorzystac z usulg ktoregos z przewoznikow lotniczych. Na ten sam pomysl wpadlo jednak chyba z milion turystow w Leh, dlatego ceny biletow u posrednikow podskoczyly do 24 tys rupii (1500 zl) a i tak najblizszy wolny termin to 18 sierpnia, czyli dzien po tym, jak powinnismy odleciec z Delhi do Warszawy. Przyznam sie, ze zaczelo mnie to powaznie niepokoic, tym bardziej, ze trudno bylo znalezc wyjscie z tej sytuacji, Sprawdzalem nawet tresc umowy ubezpieczeniowej pocieszajac sie w duchu,  ze w wyjatkowych okolicznosciach ubezpieczyciel gwarantuje zwrot kosztow niewykorzystanych biletow. A o bardziej wyjatkowe okolicznosci trudno.  Tak przynajmniej mi sie wydawalo.

Katastrofy nic nie zapowiadalo. Zwyczajnie, pewnej nocy przyszla burza i spadl deszcz, moze nawet nie wiekszy od tego, jaki pada w Zakopanem. Okolo poludnia zdecydowalismy sie na wycieczke po miescie i ... zastalismy pozamykane sklepy i niemal wymarle Leh. W pierwszej chwili bylismy przekonani, ze mamy jakas buddyjska niedziele, swieto, albo festyn. Przyznam, ze bylem nawet zly na pewnego posrednika, ze obiecal zalatwic nam tego dnia samolot do Delhi, a tymczasem jego buda byla zamknieta. Fakty jednak nas przerosy. W wyniku osuniecia sie ziemi zniszczony zostal rozlegly fragment miasta a wraz z nim zycie stracilo 200, 400 a moze nawet tysiac osob, poniewaz tyle uwaza sie za zaginione. Byla to najwieksza katastrofa w historii regionu. Oczywiscie poszlismy z Kamilem na miejsce tragedii. Poszlismy i wprost trudno bylo uwierzyc patrzac na zniszczone domy, dworzec, dziesiatki samochodow, autobusow, na to wszystko co jeszcze dzien wczesniej tetnilo zyciem. Przechodzac wokol gruzow moje mysli wracaly do dnia poprzedniego, kiedy bylem na dworcu dowiedziec sie o polaczenia do klasztoru w Hemis. Teraz wiem, ze do zadnego klasztoru juz nie dotrzemy, poniewaz ziemia obsunela sie nie tylko tu w Leh, ale pod nia znalazlo sie wiele miejscowosci. Trzy dni po katastrofie, buda naszego posrednika ciagle byla zamknieta. Teraz wiemy, ze takze on mieszkal w dzielnicy, ktora po prostu nie istnieje. Doprawdy czlowiek nie zna ani dnia ani godziny. Brak slow.  

Bog jest jest jednak wielki. W tym calym zamieszaniu, w jakim sie znalezlismy i jakich ja jeszcze nigdy w zadnym kraju, ani w zadnej chwili mojego zycia nie doswiadczylem, dojrzelismy swiatlo w tunelu. Na pozor, zbieg okolicznosci, ale trudno w takie "zbiegi" uwierzyc, sprawil, ze pojechalismy na dworzec, gdzie zwyczajnie w swiecie kupilismy bilet do Delhi (za 500 zl) i .... prawie udalo nam sie wyjechac ze zniszczonego miasta. Chcac kupic bilet czekalismy w sporej kolejce, pelnej desperatow. Niemal kazdy, komu udalo zdobyc upragniony swistek cieszyl sie, jak z wygranej w lotka.  Szczescie przycmiewal jedynie widok trumien wynoszonych z wojskowych samochodow, ktore ponad tlumem przenoszone byly do odprawy lotniczej.

I kiedy wydawalo nam sie, ze lisek jest juz w ogrodku i wita sie z gaska okazalo sie, ze sprzedano za duzo biletow i na dzis nie ma wolnych (czyt. dla nas ) miejsc. Uwierzcie, trzeba byc mocnym psychicznie, zeby opuscic terminal i znowu wsrod ruin, wracac do miasta z nadzieja, ze moze jutro nam sie uda. Udalo sie i tyle z tej historii.

Teraz jestesmy w Agrze, tuz kolo Taj Mahalu, ktory mialem przyjemnosc zwiedzac kilka lat wczesniej. Slynny grobowiec niezmiennie fascynuje, chociaz pogoda w sierpniu nie nalezy do komfortowych. Temperatury dochodza chyba do 300 stopni czemu dowarzyszy ogromna wilgotnosc powietrza. Dzic jedziemy do Varanasi (pocagiem bez klimatyzacji, bo taniej). To prawdziwy survival, ale moze jakos to wytrzymam.

TSkrzydlowski





«« Powrót do listy wiadomości
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   2231



POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7346659 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 8