tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


INNE GÓRY
Himalaje Kumaonu - Indie
Nad rzeką Goriganga
    W relacjach osób opisujących swoje wrażenia z pobytu w krajach południowych często pojawia się określenie kontrastu dla opisania zastanej rzeczywistości. Owa rzeczywistość określana jest jako kontrastowa zarówno w odniesieniu do warunków, (zwłaszcza społecznych) panujących w Polsce, jak również do sytuacji wewnętrznej danego kraju. Indie są tego najlepszym przykładem. Kontrastowość ta sprawia, że kraj ten fascynuje lub przeraża. Nie sposób jednak być w stosunku do niego obojętnym.

    Z kolei źródłem imponującej różnorodności florystycznej i faunistycznej Indii jest masyw Himalajów stanowiący barierę dla wilgotnych mas powietrza z nad Oceanu Indyjskiego.

    Tegorocznym celem naszego wyjazdu w Himalaje był rejon Kumaonu; lodowiec Milam, okolice Nanda Devi 7816 m n.p.m., najwyższego szczytu Indii znajdującego się całkowicie na terytorium tego kraju oraz tropikalne lasy monsunowe, chronione w parku narodowym Rajaji w dolinie Gangesu.
  
 W Parku Narodowym Rajaji swoje ostoje mają m.in. słonie, tygrysy oraz lamparty. Szczególnie liczną grupę zwierząt stanowią ptaki, o niezwykle fantazyjnych kształtach i jaskrawych kolorach. Prawdziwą ozdobą lasów zwrotnikowych są pawie, które bez trudu spotkać można również w wielu innych zakątkach kraju. Możliwość podziwiania lasów monsunowych daje udział w zorganizowanym safari lub podróż koleją z Haridwaru do Dehra Dun, stolicy stanu Uttaranchal. Chodzenie "na dziko" jest zupełnie niemożliwe i nie chodzi tu tylko o względy bezpieczeństwa. Roślinność w tych lasach jest tak gęsta, a przy tym kłująca i parząca, że całkowicie uniemożliwia poruszanie się po nich.

    Sama podróż do Munsyarii, skąd biorą swój początek trasy trekkingowe w wysokie partie gór jest już atrakcją samą w sobie. Droga wije się po stromych, urwistych zboczach. Trudno mi nawet w takich warunkach skoncentrować się na oglądaniu resztek lasów cedrowych i żywotnikowych, skoro mam wrażenie, że każdy zakręt może być moim ostatnim. W Munsyarii wita nas napis na pordzewiałej tablicy "Witamy w raju na Ziemi". Paradoksalnie "raj" oglądany z tego miejsca wygląda nieszczególnie, jakkolwiek okolica wioski otoczonej koroną sześciotysięczników masywu Panchchuli jest rzeczywiście niezwykła. Nasze humory psuła tylko przedłużająca się pora monsunowa. Ciemne, deszczowe chmury wisiały nad górami już czwarty dzień z rzędu. Deszcz równomiernie, niesłabnąco padał dzień i noc. Czekaliśmy nieco przygnębieni, wypełniając dni oglądaniem rozgrywek koszykarskich ligi azjatyckiej. Każdy dzień, jeszcze przed wstaniem z łóżka zaczynał się od nasłuchiwania kropel deszczu. Czwartego dnia za oknem panowała cisza. Nieodzowny to znak, że himalajskiego poloneza czas zacząć.
   
Wędrówka pod lodowiec Milam oraz północną ścianę Nanda Dewi East nie jest długa, zajmuje najwyżej 10 dni w obie strony. Szlak prowadzi początkowo wśród subtropikalnych lasów górskich. Za wioską Lilam droga jest dosłownie wykuta w skale w stromym zboczu doliny nad rzeką Goriganga. Niezwykłego uroku okolicy dodają liczne wodospady. Woda spływająca ze zboczy ponad szlakami tworzy tunele wodne. Egzotyki okolicy dodają spotykane na ścieżce stada małp -langurów, wygrzewające się duże jaszczurki oraz aleksandrety obrożne, zielone papugi z wrzaskiem przelatujące ponad koronami drzew. Poza Himalajami nie wiele jest miejsc na Świecie gdzie poprzez pryzmat lian oraz egzotycznych zwierząt można podziwiać lodowce. Oprócz nas jedynymi świadkami tej scenerii byli pasterze, którzy po koniec września podążają wraz ze swoimi stadami owiec i kóz w doliny na zimowiska. W Himalajach Kumaonu nie ma zbyt wielu turystów. Kilku Niemców spotkaliśmy dopiero po tygodniu wędrowania.
   
W okresie osotu (redyku jesiennego) pustoszeją całe wsie położone powyżej Rilkotu. Dzień naszego przybycia do Panchu był ostatnim dniem pobytu himalajskich górali na halach. W ciągu zaledwie kilku godzin wszyscy pasterze opuścili swoje zagrody. Zostaliśmy sami mogąc delektować się niezwykłą ciszą, jaka zapanowała w wiosce. Wśród kamiennych domów wspaniale wkomponowanych w wysokogórską scenerię, gdzie jeszcze niedawno było gwarno od dzieci, od nawoływania zwierząt przez pasterzy, hula wiatr, a księżyc oświetla zatopione w ciszy zagrody. Obecność pasterzy była dla nas bardzo wygodna, ponieważ mogliśmy za niewielkie pieniądze zakupić coś do jedzenia, bądź napić się wspaniałej herbaty z mlekiem. Teraz zostaliśmy zdani sami na siebie, a ściślej pisząc na zupki chińskie, czego od lat mój organizm nie toleruje. Na marginesie warto wspomnieć, że wypas zwierząt powoduje w górach ogromne spustoszenia. Powyżej miejscowości Bogudiar, leżącej jeszcze w strefie podzwrotnikowej wyniszczone zostały niemal wszystkie lasy. Krajobraz zdominowany jest przez jeden gatunek trawy, bylicy i osty.

    Dolina rzeki Goriganga znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie granicy z Tybetem, stąd spotkać można w niej także pograniczników. Sądząc po ich wyposażeniu można by sądzić, że Indie są w stanie wojny. Żołnierze odnosili się do nas z wielką życzliwością, witając się z nami i życząc udanego pobytu. Warto podkreślić, że ze strony Hindusów, podczas całego pobytu nie przytrafiła nam się ani jedna nieprzyjemna sytuacja.

    Lodowiec Panchu pod Nandą Devi osiągnęliśmy po 5 dniach marszu. Kapitalna północna ściana Nanda Devi East wznosi się w tym miejscu 3 kilometry ponad doliną Panchu. Mimo, że góra ta nie ma magicznych 8000 m. n.p.m., swoją urodą przewyższa ona wiele z nich. Jest równie majestatyczna jak Pumori, czy Ama Dablam. Sam lodowiec jest stosunkowo niewielki, a ponadto, podobnie jak największy w tej części Himalajów lodowiec Milam jest niemal zupełnie pokryty rumoszem skalnym. Oba lodowce położone są prawie 1000 m niżej niż olbrzymy z rejonu Khumbu, co być może tłumaczy ich niewielkie rozmiary i słabo rozwinięte zjawiska lodowe w stosunku do Himalajów Nepalu. Lodowiec Milam otoczony jest od strony północnego-zachodu murem Trisul (7100 m .n.p.m) oraz Hardeol (7000 m n.p.m.).

    Wycieczkę w góry zakończyliśmy w miejscowości Haldwani, położonej u samych stóp Himalajów. Haldwani skupia w sobie wszystko to, co w tym kraju szokuje najbardziej; niewyobrażalną nędzę otaczającą miasta pierścieniem slamsów i zdewastowane środowisko. Wśród rozkładających się i fermentujących śmieci bawiły się dzieci, ponad którymi krążyły złowieszczo kanie czarne. Obrazek grozy uzupełnił muł ze złamaną przednią nogą stojący przy dworcu kolejowym. Nam, nie dość jeszcze przyzwyczajonych do takiej scenerii ulgę przyniósł dopiero zapadający zmrok. Dzięki uprzejmości zawiadowcy stacji zakwaterowaliśmy się w pokoiku na dworcu, w którym nasze "europejskie" przyzwyczajenia i wyobrażenia o życiu pozostawały niezagrożone. Przed pójściem spać jeszcze chwila refleksji i mocne postanowienie, że jutro pójdziemy na całość stawiając czoła rzeczywistości. Rzeczywistości, która drążąc naszą świadomość siłą kontrastu sprawi, aby "w tym życiu nie było nam życia zbyt mało". Pozwalając ponieść się atmosferze tego miejsca zyskaliśmy nie tylko satysfakcje z pobytu w Indiach, ale także doświadczenie pozwalające w pełniejszy sposób przeżywać kolejne wyprawy.

Tekst: Tomasz Skrzydłowski
Północna ściana Nanda devi

«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   5553

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2017  ::  7295911 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 9